Come As You Are.

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Dzieewczyny, wesołych świąt. Mam nadzieję że wasze wszystkie marzenia nawet najskrytsze się spełnią. Kocham was i jeszcze raz WESOŁEGO ALLELUJA ! :* < 3
Tagi: :)
08.04.2012 o godz. 13:48
" Nie lubię cię już, mam na Ciebie focha ! "


Przebudziłam się w zupełnie obcym mi miejscu. Po chwili przypomniałam sobie że to pokój Jasnon'a. Rozejrzałam się dookoła a na podłodze zobaczyłam śpiącego Justina obok niego Jason'a. Głowę przekręciłam w lewą stronę i zobaczyłam śpiącą Ashley. Szturchnęłam lekko Ash, ale ona mruknęła coś pod nosem i przekręciła się na drugą stronę. Zsunęłam się z łóżka i podeszłam do chłopaków których szturchnęłam nogą a oni nic. Justin miał banana na gębie, ale mimo wszystko słodki jest. A Jason ? Mruczy coś. Z kim ja się zadaję do cholery jasnej ? Wyszłam z pokoju wchodząc do łazienki która była koloru niebiesko-biała. Nalałam do miski czerwonej miski wody i skierowałam się ponownie do pokoju. Wodę wylałam na chłopaków. A gdy poczuli wodę na swoim ciele Justin otworzył oczy.
- Co się dzieje ? - zaczął się rozglądać po pokoju.
- Kurwa ! - krzyknął Jason podnosząc się.
- Zamknij się - mruknęła Ashley która patrzyła się na chłopaków rozbawionym spojrzeniem.
- Ty - pokazał na mnie palcem Justin.
- Ja ? O kurwa jednorożce dały mi tą miskę - powiedziałam po czym wybuchnęłam śmiechem i usiadłam obok Ashley która śmiała się razem ze mną.
- Serio ? Pozdrów je - odezwał się Jason.
- Weź jestem przez Ciebie cały mokry - zmarszczył brwi Biebs.
- Z cukru nie jesteś - odezwała się moja przyjaciółka.
- Takie mądre ? - uśmiechnął się łobuzersko.
- Zostaw mnie w spokoju - zaczęłam się cofać mimo że zapomniałam że jestem na łóżku przez co z niego spadłam a cała trójka wybuchła śmiechem.
- No to jesteśmy kwita - odezwał się Bieber.
- Oczywiście - mruknęłam pod nosem i podniosłam się z podłogi.
- Co dziś robimy ? - zapytał się Martin wsuwając dłonie do kieszeni.
- A ja nie wiem ja mam ochotę iść.. do kina - usiadłam na łóżku.
- Nic ciekawego nie puszczają - powiedział.
- Dobra ja idę do domu pa trzymajcie się - pożegnałam się z przyjaciółmi i wyszłam z domu Jasona kierując się w stronę swojego. Trochę daleko mieszka ode mnie. Ale w ogóle jak ja się znalazłam w tym domu to ja nie wiem.. pamiętam że poszliśmy na imprezę do klubu a dalej film mi się urwał. Ale wiem że nic głupiego nie zrobiłam, Justin by do tego nie dopuścił nawet gdy jest pijany. Fajnie mieć, takiego przyjaciela.. ale boję się że go stracę że znajdzie sobie inną dziewczynę, że nie będzie tak jak teraz. Ashley wie że go kocham.. mówi mi że on też coś do mnie czuje ale ja w to nie wierzę.
Weszłam do wnętrza pustego domu i od razu skierowałam się po tabletki od bólu głowy których było pełno w kuchni. Po chwili znalazłam tabletkę którą od razu połknęłam popijając wodą niegazowaną. Zostawiłam je na na stoliku iż wiem że Justin niezadługo tu przybędzie i będzie mi marudził jak to boli go głowa ale kocham go mimo że czasem jest wkurzający. Weszłam do łazienki w której wzięłam 15-minutowy prysznic i się ubrałam. Zrobiłam lekki makijaż, i wypryskałam perfumami od Diora. Zeszłam po drewnianych schodach i usłyszłam jak ktoś dobija się do drzwi. Wiem że to Justin, pewnie czeka tu długo a on nie lubi czekać ale lubię mu robić na złość. Otworzyłam mu drzwi, i zmierzyłam go wzrokiem jaki on jest przystojny.
- Dłużej się nie dało ? - zapytał zdenerwowany - Nie dość że boli mnie głowa to jeszcze muszę czekać aż mi otworzysz - oburzył się. A mówiłam ! Wiedziałam że będzie boleć go głowa.
- Przepraszam ale musiałam się wykąpać - pokazałam mu język - Tabletki masz na stole - dodałam szybko widząc że Bieber otwiera usta by coś powiedzieć.
- Oglądamy film ? - krzyknął z kuchni.
- Spoko co powiesz na krzyka ? - zapytałam biorąc płytę krzyk 4.
- A nie będziesz się bać ? - poruszył charakterystycznie brwiami obejmując mnie w tali od tyłu. Oparł swoją brodę na moim ramieniu.
- To się okaże - powiedziałam wkładając płytę do odtwarzacza dvd. Usiadłam obok Justina na sofie kładąc nogi na stoliku. Nagle Bieber się poderwał i wybiegł do kuchni.
- Popcorn ! - krzyknął z kuchni a ja natomiast wybuchnęłam śmiechem a po dziesięciu minutach wrócił z popcornem w rękach i usiadł obok mnie.

Film w sumie jest straszny. Kątem oka spojrzałam na Justina którzy patrzy w ekran w oczy ma jak pięć złotych. Dotknęłam go palcem po plecach a ten podskoczył.
- Kim ! - krzyknął na pół domu zapalając światło - Chcesz żebym zawału dostał ? - oburzył się.
- Tak - pokazałam mu język śmiejąc się przypominając sobie jak chłopak podskoczył.
- Nie lubię cię już, mam na Ciebie focha ! - odwrócił się do mnie tyłem a i tak wiedziałam że się śmieje.
- Dobra to idę do sypialni, i wybrać zrobić jakiś porządek z bielizną - powiedziałam wchodząc po drewnianych schodach udając bym nie wybuchła śmiechem choć jestem temu bliska.
- Wiesz ja się chyba na Ciebie już nie gniewam - wbiegł po schodach niczym lampart a ja za nim. Zobaczyłam go jak leży na moim wielkim łóżkiem uśmiechając się łobuzersko. Przelotnie spojrzałam na zegarek i zobaczyłam że jest godzina 20. Położyłam się obok bruneta i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkich i o niczym. Cieszę się że poznałam tego chłopaka..

cdn.

* * *

Mamy pierwszy chujowy rozdział. Nie podoba mi się.. przepraszam was dziewczynki :C
Tagi: 1
04.04.2012 o godz. 22:01
Oboje w sobie zakochani osiemnastolatkowie. Mają do siebie zaufanie jak do nikogo innego, razem imprezują, razem się wygłupiają. Lecz darzą się uczuciem o którym nie wiedzą. Kim kocha Justina który o tym nie wie a Justin kocha Kim która również nie wie. Boją się przyznać do tego uczucia, boją się że ich przyjaźń się zniszczy. Ona boi się że chłopak ją wyśmieje, a on boi się że dziewczyna uzna to za żart. Gdy widzi jak tańczy, ma wrażenie jakby pierwszy raz zobaczył ją na castingu trzy lata temu. Wie że dziewczyna jest do tego stworzona, nie wyobraża sobie że ktoś inny mógł by mieć jego miłość pierwszą prawdziwą miłość w sumie była Caitlin ale się zeszmaciła. Kim gdy widzi jak Justin kocha to co robi, jak cieszy się na scenie gdy fani śpiewają z nim piosenki to ma wrażenie jakby zobaczyła jego nagranie z konta kidrahul. Kocha w nim jego słodki uśmiech, jego oczy jego charakter który czasem ją denerwuje ale zawsze mu wybacza. Wie że Justin w końcu spotka i zakocha się w dziewczynie a ona straci go na zawsze.
Dwójka przyjaciół, która kocha się jak nikogo innego. Będą razem ? Czy jak będą razem, to na długo ? Zranią siebie ? Będą żyć razem długo i szczęśliwie ?
Dowiecie się gdy będzie czytać to opowiadanie.

* * *

Więc dodałam prolog ! Mam nadzieję że się podoba :D
Tagi: prolog
03.04.2012 o godz. 17:10
Kimberly Clarkson - Ma 18 lat. Jest jedną z tancerek w grupie Justina Biebera jest ona jego najlepszą przyjaciółką lecz kocha jak nikogo innego ale boi się mu do tego przyznać. Jest ona zabawna, wygadana, ostra i przeważnie mają wszystko w dupie dziewczyną. Przyjaźni się z Ashley.
Zdjęcie.

Justin Bieber - Ma 18 lat. Przyjaźni się z Kim, lecz zakochał się w niej o boi się jej do tego przyznać. Jest on przystojny, zabawny, czasem arogancki i otwarty na ludzi. Przyjaźni się z Jason'em i Ashley którzy należą do jego grupy tanczej.
Zdjęcie.

Ashley Songz - Ma 18 lat. Jest jedną z tancerek Justina a zarazem jego przyjaciółką tak samo i jak i Kim. Nie przepada z Jason'em choć skrycie podoba jej się. Jest ona rozrywkowa, szalona i zbuntowana. Znana z swojego poczucia humoru i że w ekipie jest znana że można jej zaufać.
Zdjęcie.

Jason Martin - Ma 18 lat. Jest przyjacielem Justina i Kim. Nie przepada za Ash, ale ją skrycie bardzo lubi. Jest on znany z swojego poczucia humoru i ogromnej pewności siebie.
Zdjęcie.

* * *
Jutro prolog ! :D
Tagi: Bohaterowie
01.04.2012 o godz. 21:14
Przepraszam ale kończę to opowiadanie.. nie mam na niego już pomysłów, nie podoba mi się to co piszę długo na tym myślałam. Może wymyślę jakieś nowe opowiadanie.. jeszcze raz przepraszam. Kocham was < 3

P.S - To nie prima aprilis.. mówię prawdę.
Tagi: *_*
01.04.2012 o godz. 14:25
" Kochanie nie uwierzysz.. "


Uniosłam swoje zaspane powieki a obok zobaczyłam śpiącą twarz Justina. Który podchrapiwał a buzię miał lekko otwartą. Zaspany uśmiech pojawił się na mojej twarzy po czym bez szelestnie podniosłam się z łóżka po drodze biorąc ubrania. Po pół godzinie byłam ubrana , odświeżona i napełniona nowymi energiami. Gdy wyszłam z łazienki zobaczyłam leżącego Justina na łóżku z zaplecionymi dłońmi na karku. Wyglądał jakby był w innym świecie, więc odchrząknęłam a chłopak od razu skierował swój wzrok na mnie.
- Gdzie mi uciekłaś ? - uniósł swoje brewki do góry podnosząc się z łóżka. Podszedł do mnie a jego dłonie powędrowały na moją talię. Zawiesiłam dłonie na jego szyi patrząc w jego ślicznie oczka.
- Obudziłam się, a ty spałeś z otwartą buzią i chrapałeś a i poszłam się ogarnąć. - powiedziałam chichocząc się widząc zdziwioną minę Biebera.
- Ja nie chrapię. - oburzył się.
- Tak jasne a jakieś pół godziny to chrapał słoń. - pokazałam mu język a po chwili obje się zaśmieliśmy.
- Kto wie może tutaj są słonie. - poruszył brwiami po czym pocałował mnie w usta i zniknął w łazience. Usiadłam na łóżku kładąc sobie laptopa na nogach i weszłam na Twittera i facebooka. Po pół godzinie z łazienki wyszedł on. Jaki on jest seksowny!
- Czy panienka da się zaprosić na śniadanie ? - uniósł swoje brwi klękając przede mną jak w jakiś średniowieczu.
- Tak jeśli panowicz obieca mi że nie będę się dzisiejszego dnia nudzić. - zaśmiałam się łapiąc za dłoń bruneta i splotłam razem nasze palce.
Po pięciu minutach już siedzieliśmy przy stoliku w hotelowej restauracji. Podeszła do nas klenerka miała gdzieś z 30 lat.
- Co podać ? - zapytała przyjaznym tonem.
- Ja sałatkę. - powiedziałam a Justin nadal patrzył się w meni.
- Ja to samo co ta urocza dziewczynka. - uśmiechnął się do mnie a kelnerka odeszła od nas z uśmiechem na twarzy.
- Co dziś robimy ? - zapytałam patrząc na chłopaka.
- Nie wiem. - wzruszył ramionami robiąc minę myślicielską co wskazywało że myśli. - Może.. pójdziemy na plażę ? - powiedział nagle.
- Dobra dzisiaj jest słoneczny dzień. - wyszczerzyłam się biorąc kawałek sałatki do ust.

Weszliśmy na plażę na której było już pełno ludzi. Jedni się pluskali w wodzie, a drudzy opalali. Wybraliśmy miejsce obok pomostu. Ściągnęłam ciuchy i zostałam w bikini. Gdy Justin mnie zobaczył zmierzył mnie wzrokiem a potem przegryzł seksownie dolną wargę.
- Seksowna jesteś wiesz ? - zapytał się mnie oplatując moją talię dłońmi.
- Teraz już wiem. - pokazałam mu język po czym pocałowałam go czule w usta a on to odwzajemnił. Po chwili sam się rozebrał. Jaka, klata chuda ale jest. Położyłam się na kocyku a obok mnie Jus. Założyłam na nos okulary przeciwsłoneczne.

Po godzinie Justin, zaczął się wiercić na kocu.
- Przestaniesz się wiercić ? - zapytałam się go patrząc na niego.
- No co nudzi mi się. - chciał się uśmiechnąć ale wyszedł mu grymas na twarzy - Chodź do wody. - wyszczerzył rząd śnieżnobiałych zębów podnosząc się z kocyka. Zdjęłam okulary i poszłam do wody. Weszłam do niej po kostki, poczułam ciepłe dłonie oplatające od tyłu moją talię a jego podbródek wylądował na moim ramieniu. Po chwili poczułam jak mnie podnosi niczym pannę młodą i idzie głębiej. Woda dosięgała mu do pasa, i zaczął udawać że traci grunt pod nogami.
- Nie puszczaj mnie inaczej się do Ciebie nie odezwę - powiedziałam zawieszając dłonie na jego szyi.
- Zaryzykuję. - uśmiechnął się puszczając mnie do wody. Poczułam zimno które przeszywa moje ciało, zaczęłam machać rękoma i nogami aż wypłynęłam na powierzchnię wody. Szukałam wzrokiem Justina ale go nie znalazłam. Skierowałam się w stronę piasku ale poczułam jak ktoś chwyta mnie w tali i do siebie przyciąga poczułam tak dotyk-Justina. Odwróciłam się w jego stronę patrząc w jego czekoladowe oczy oparłam dłonie o jego klatkę piersiową po czym popchnęłam go do wody wybuchając śmiechem.

Po godzinie zabawy w wodzie postanowiliśmy z Justinem wracać do hotelu. Od razu po wejściu do pokoju weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic po czym się ubrałam a włosy spięłam w wysokiego kucyka. Po mnie wszedł Justin a ja usiadłam na łóżku patrząc na piękne wzgórze z Hollywood. Nie mogę uwierzyć, w to wszystko co się dzieje w moim życiu. Od ponad sześciu miesięcy czuję się szczęśliwa, wreszcie mam powód by żyć. Zobaczyłam w kącie gitarę, a w tym samym czasie Justin wyszedł z łazienki i usiadł obok mnie.
- Naucz mnie grać na gitarze. - powiedziałam nagle patrząc na niego.
- Nie jestem dobrym nauczycielem. - zmarszczył brwi biorąc gitarę do rąk.
- Oj ale mnie możesz nauczyć. - uśmiechnęłam się a chłopak zaczął grać jakieś akordy.

Po niecałych dwóch godzinach umiałam prawie grać, na gitarze. Było przy tym dużo śmiechu gdyż oboje się wygłupialiśmy.
- Widzisz nauczyłeś mnie grać. - powiedziałam po czym dałam mu buziaka w usta.
- Myślałem że dostanę większą nagrodę. - westchnął udając grymas. Pocałowałam go czule i namiętnie w usta przymykając powieki a on oczywiście pocałunek odwzajemnił.
- Zaśpiewaj mi coś. - powiedziałam patrząc na niego oczami a'la kot z Shreka. Justin przymknął powieki a po chwili usłyszałam pierwsze akordy piosenki wait for you - Elitta Yamin'a. Chłopak zaczął śpiewać pierwsze słowa piosenki, mogłabym słuchać jego głosu całymi dniami. Ma taki ładny, śliczny. Przypomniało mi się gdy zaprosił mnie na randkę, poszliśmy na plażę i zagrał mi tam swoją piosenkę - never let you go. Potem wyznał mi miłość a ja go odrzuciłam. Żałuję tego ale cóż.. byłam głupia. - Dawaj wstawimy filmik jak śpiewasz na you tuba. - powiedziałam z entuzjazmem w głosie.
- Ty tak serio ? - zapytał unosząc obie brwi ku górze.
- Na tak idę po kamerę. - podniosłam się z siedzenia i wyjęłam z torby szarą, małą kamerę. Stanęłam na przeciw chłopaka, a on zaczął grać tą samą piosenkę. Dopiero teraz zauważyłam jak on kocha muzykę, jak śpiewa to pojawia się w własnym świecie. Po chwili skończył śpiewać, a ja usiadłam na łóżku. Założyliśmy konto na you tubie o nazwie "kidrahul" nie wiem czemu ale Justin tak chciał. Przesłaliśmy tam filmik.
- Chodź na spacer. - zaproponował chłopak i tak jak powiedział tak i zrobiliśmy po chwili już szliśmy dróżkami w parku. Trzymaliśmy się za ręce i rozmawialiśmy na różne tematy których nigdy nie było końca. Usiadłam na ławce a mój chłopak poszedł kupić lody. Po chwili z nimi przyszedł oboje mieliśmy czekoladowe bo lubimy ten smak loda. Nabrałam trochę lodu na palca i rozsmarowałam go na twarzy Justina śmiejąc się.
- Uciekaj.. - powiedział cicho a ja bez słowa podniosłam się i zaczęłam uciekać. Ale on oczywiście był szybszy i mnie dogonił, podniósł mnie i zaczął okręcać wokół własnej osi oboje się śmieliśmy. Obok nas przechodzili starsi ludzie, patrzyli na nas uśmiechając się pod nosem pewnie przypominali sobie swoje pierwsze miłości - Teraz to zlizuj. - powiedział przed śmiech.
- Nie. - pokazałam mu język po czym wyjęłam z torebki chusteczki i zaczęłam go wycierać. - Ale do twarzy ci było. - zaśmiałam się.
- Oczywiście, tobie zaraz też będzie do twarzy. - powiedziałam pokazując mi język. - Chodź do hotelu.
Po chwili weszliśmy do naszego pokoju i od razu Justin włączył laptopa.
- Kochanie nie uwierzysz.. - powiedział z niedowierzaniem a oczy mu prawie wyszły.
cdn.

* * *

Tak wiem nie powinnam w takim momencie przerywać :D. Przepraszam że tak długo nie dodawałam ale weny nie miałam.. rozdział pokaże się jakoś w tym tygodniu bo będę miała od środy rekolekcje :D. Dziękuję za tyle komentarzy pod poprzednim rozdziałem <3. Kocham was :*
13 komentarzy = NN.
Tagi: 26
25.03.2012 o godz. 15:33
" Oczywiście będę jej strzegł jak oczka w głowie "


Przebudziłam się o godzinie ósmej.
Super pierwszy dzień wakacji a ja wstaję tak rano. Ale jest powód dwa tygodnie w Los Angeles z Justinem. Nie mogę aż się doczekać.
Zsunęłam się z łóżka rozglądając się po pokoju. Przez rolety przebijały się promienie słońce czyli dzisiaj słoneczny dzień. Ruszyłam w stronę łazienki w której wzięłam szybki prysznic myjąc swoje ciało kokosowym żelem pod prysznic a włosy umyłam szamponem arbuzowym. Po skończonym prysznicu swoje ciało wytarłam ręcznikiem po czym się ubrała . Włosy wysuszyłam i je wyprostowałam. Zrobiłam lekki makijaż składający się z tuszy do rzęs , cieni do powiek i błyszczykiem. Samolot mamy o jedenastej a jest 08:39 po cholerę tak wcześnie wstałam ? Wyciągnęłam z szafy walizkę i zaczęłam się pakować.

O 10 zadzwonił dzwonek do drzwi. Poderwałam się z sofy i poszłam otworzyć. Przed nimi stał Justin. Przywitał mnie namiętnym pocałunkiem w usta.
- To jak gotowa ? - zapytał unosząc swoje obie brwi do góry patrząc na mnie z promiennym uśmiechem na twarzy.
- Gotowa. - wyszczerzyłam rząd śnieżnobiałych zębów a z schodów zszedł ojciec.
- Co już jedziecie ? - zapytał patrząc na mnie to na Justina.
- Tak o jedenastej mamy samolot - powiedziałam ciągnąc za sobą niebieską walizkę.
- Justin tylko na nią uważaj - powiedział tata grorząc chłopakowi palcem.
- Oczywiście będę jej strzegł jak oczka w głowie. - uśmiechnął się biorąc ode mnie walizkę. I wyszliśmy z domu gdyż czekała na nas już taksówka którą przyjechał Justin.

Po dłuższej chwili siedziałam już w samolocie wraz z szatynem który robił coś na laptopie.
- A pokój chcesz mnie ze mną czy.. ze mną ? - uniósł obie brwi do góry uśmiechając się zdziornie.
- Wiesz to taki trudny wybór że wybiorę pokój z tobą. - zaśmiałam się kładąc głowę na jego ramieniu a on mnie nim objął. - A będziemy w tym samym hotelu ?
- Tak. - pocałował mnie w czubek głowy. Zaczęliśmy rozmawiać na różne tematy czuję jakbym znała go od wieków że to co mi zrobił nie było tego. Wszystko zniknęło. To niewiarygodne że w ciągu trzech miesięcy zakochałam się na zabój w chłopaku którego nienawidziłam całym sercem. A co by było gdybym nie szła tamtą uliczką ? I bym go nie pomogła, bym nie pojechała z nim do Los Angeles w którym zmieniłam do niego nastawienie , bym nie przeżyła tylu cudownych chwil z tym chłopakiem.

Po paru godzinach lotu byliśmy już w Los Angeles w którym słońce zachodziło za horyzont a mimo tego te miasto tętniło życiem. Po nie całym dziesięciu minutach byliśmy w pokoju hotelowym z widokiem na wzgórze Hollywood. Byłam w szoku, ten pokój był taki śliczny.
- Podoba się ? - zapytał mnie się znany głos. Poczułam ciepłe dłonie oplatające moją talię. Odwrócił mnie w swoją stronę a nasze twarze dzieliło od siebie z paręnaście centymetrów. Czułam jego miętowym oddech na swojej skórze, po chwili poczułam jak usta chłopaka całują moje z namiętnością i czułością.
- Kocham cię. - wyszeptał gdy skończyliśmy się całować.
- Też cię kocham nie zdajesz sobie sprawy jak mocno. - wtuliłam się w jego tors a on mnie do siebie przytulił.
- Przebierz się to pójdziemy na plażę. - powiadomił mnie a ja bez słowa wyjęłam z walizki ubrania i poszłam do łazienki w celu ogarnięcia się. Wzięłam szybki prysznic po którym się ubrałam i poprawiłam makijaż. Po wyjściu z łazienki wymieniłam się z Justinem spojrzeniami a po chwili sam poszedł do łazienki. Po upływie dziesięciu minut z niej wyglądał nieziemsko. Bez słowa wyszliśmy z pokoju zamykając go kartą którą zostawiliśmy w recepcji. W drodze na plaży rozmawialiśmy o muzyce czy o swoim dzieciństwie. Po wejściu na plażę zdjęłam tenisówki i wzięłam je w ręce. Właśnie był zachód słońca widok był piękny.
- Ślicznie tu jest. - powiedziałam cicho.
- Nie da się zaprzeczyć. - powiedział Bieber wgapiając się w zachód słońca.
- Tęskniłam za tymi wszystkimi widokami.- powiedziałam z uśmiechem na twarzy rozglądając się po plaży na której było może z pięć osób.
- Maddie - zaczął Justin - Ja cię nigdy o to nie pytałem ale darzymy się tym samym uczuciem ja cię naprawdę kocham nie wyobrażasz sobie jak mocno. Zostaniesz moją dziewczyną ? - zapytał patrząc mi w głęboko w oczy a ja w jego dostrzegłam w nich iskierkę nadziei.
- Pewnie że tak. - pocałowałam go czule a zarazem z wielkim uczuciem w usta przymykając powieki. Po chwili Justin wziął mnie na ręce i zaczął się kręcić wokół własnej osi śmiejąc się a ja razem z nim.
cdn.

* * *

I jest 25, może trochę nudny za co przepraszam :c
12 komentarzy = NN
Tagi: 25
18.03.2012 o godz. 14:20
" To takie słodkie.. dobra weźcie bo się chyba zrzygam. "


Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do Justina.
Po paru sygnałach usłyszałam jego aksamitny głos.
- Halo ? - zapytał się.
- Cześć to ja.. chciałam cię przeprosić. - powiedziałam cicho wgapiając się w jedno miejsce w pokoju.
- Nic się nie stało.. rozumiem cię. - powiedział co wywołało u mnie uśmiech na twarzy.
- Przyjdziesz do mnie ? - zapytałam się z nutką nadziei w głosie.
- Spoko zaraz będę. - rozłączył się a ja wyszłam na balkon który miała widok na Atlantę. Usiadłam na jednym z leżaków wpatrując się w Atlantę. Zawsze tutaj siedzę gdy jest mi źle. W oddali zobaczyłam idącego Justina w stronę domu chyba mnie nie zobaczył. Po chwili usłyszałam jak chłopak otwiera drzwi i zajmuje miejsce na drugim leżaku. Zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym rozmowa zresztą zawsze nam się klei.
- Pamiętasz jak Ci obiecywałem że wrócimy do Los Angeles ? - zapytał się mnie unosząc swoją brew do góry.
- Tak. - przytaknęłam patrząc na chłopaka oczekująco.
- Co powiesz żebyśmy wrócili tam na jakieś tydzień góra dwa ?
- W sumie to czemu nie, tylko mam nadzieję że nie będziemy już wracać do hotelu w cali w błocie. - zaśmieliśmy się.
- To był jeden raz i więcej się nie powtórzy. - oburzył się chłopak zaplatając dłonie na klatce piersiowej.
- Taak oczywiście. A kiedy jedziemy ?
- Pomyślałem że w czwartek. Chyba że chcesz później. - powiedział chwytając moją dłoń a zarazem splatając razem nasze palce.
- Mogę nawet dzisiaj. - poruszył brwiami po czym poczułam ciepłe wargi chłopaka na moich. Pocałował mnie czule a zarazem namiętnie, ja go również. Nie wyobrażam sobie że go teraz przy mnie nie ma, w te dwa miesiące pokochałam go jak nikogo innego.

Trzy dni później.
Dzisiaj zakończenie roku szkolnego wreszcie, a jutro z Justinem do Los Angeles. Tak strasznie się cieszę, że wakacje spędzę z nim.
Zsunęłam się z łóżka odsłaniając niebieskie żaluzje i udałam się do łazienki w której odbyłam poranną toaletę. Gdy schodziłam na dół usłyszałam już głosy. Pokierowałam się do kuchni w której zobaczyłam Mike'go , Justina i ojca. Aa no tak wprowadził się do nas wczoraj.
- Cześć. - powiedział pochodząc do blatu stołu, a po chwili poczułam jak Justin daje mi buziaka w policzek.
- To takie słodkie.. dobra weźcie bo się chyba zrzygam. - odezwał się Mike.
- W takim razie leć do kibla. - poruszył brwiami Bieber.
- Dobra chodźcie bo się spóźnimy. - powiedziałam ciągnąc za sobą szatyna.

Po chwili byliśmy już przed budynkiem szkoły. Cieszę się że wreszcie od niej odpocznę. Mam jej dość, i w niej ludzi. Choć odkąd przyjaźnię się z Justinem dziewczyny patrzą na mnie zazdrosnym wzrokiem no tak.. jak ja mogłam im zabrać chłopaka ich marzeń.
- Bieber. - usłyszałam gruby męski głos który należał do dyrektora.
- Co ? - zapytał obojętnie. Znudzonym wzrokiem patrzył się na mężczyznę po 40-stce.
- Mówi się proszę. - poprawił go - I chciałem Ci przypomnieć że od września nie będzie chodził do liceum tylko Columba. - powiedział i odszedł w stronę sali sportowej.
- A ja nawet o tym zapomniałem. - wzruszył ramionami Justin drapiąc się po głowie.
- To moja wina. - powiedział smutno mój brat.
- Daj spokój stało się stało teraz będę chodził do innej szkoły. - powiedział obojętnie i poszedł w stronę sali a ja za nim.
Dyrektor mówił swoją mowę która wszystkich usypiała. Spojrzałam na Justina który miał odchyloną głowę do tyłu , otwartą buzię i zamknięte oczy. Był to komiczny widok chciałam mu zrobić zdjęcie ale innym razem. Szturchnęłam go lekko a on nic.
- Justin.. Shakira tu przyjechała. - wyszeptałam mu do ucha. Chłopak od razu otworzył oczy i zaczął się rozglądać po sali.
- Co gdzie gdzie ? - zapytał się dosyć głośno iż wszystkie oczy na sali został skierowany na nas.
- Bieber ! - krzyknął dyrektor do mikrofonu. Justin przeciągnął się leniwie i usiadł wygodnie na plastikowym krzesełku. Ten to kurwa umie siarę człowiekowi zrobić.
- Co ? - zapytał znudzonym.
- Jak ja się cieszę że nie będzie tutaj Ciebie od następnego roku. - powiedział z nutką szczęścia w głosie mężczyzna. A wszyscy na sali mają minę what the fuck, no tak nic nie wiedzieli.
Chwilę jeszcze marudził coś do mikrofonu i przeszedł do rozdawania świadectw.
- A wyróżnienie w tym roku za swoje osiągnięcie dostaje Maddie Reason. - z dumą podeszłam do dyrektora biorąc od niego dyplom i usiadłam na plastikowym krzesełku. Natalie i jej banda coś mówili ale mam ich w dupie.

- Zdałem , zdałem ! - krzyczał mi do ucha Justina. Lekko go odepchnęłam i spojrzałam mu w jego brązowe oczka.
- Cieszę się ale nie krzycz mi do ucha. - krzyknęłam mu również do ucha.
- Dobrze już dobrze. - pokazał mi język. Pocałował mnie czule w usta, i ja go również przymykając przy tym powieki. cdn.

* * *

Wreszcie jest! Przepraszam że nie dodawałam ale nie miałam weny, ani chęci :c. Liczę że po przeczytaniu dasz komentarz <3.
12 komentarzy = NN.
Tagi: 24
16.03.2012 o godz. 16:06
" mam nadzieję że jesteś szczęśliwa "


- Ona umarła ! - krzyknęła do słuchawki a ja ja rzuciłam telefonem o ścianę po której zaraz się osunęłam i wybuchłam głośnym płaczem.
Schowałam twarz w dłonie nie mogąc uwierzyć że jej nie uratowali przecież miała miesiąc życia. Wiele pytań mi chodzi po głowie na których nie znam odpowiedzi.
- Maddie chodź oglądać film. - usłyszałam znajomy głos a gdy wszedł do mojego pokoju zobaczył w jakim jestem stanie podniósł mnie z podłogi i mocno przytulił do swojego ciała a ja wybuchłam płaczem. Justin kołysał mnie tuląc w rytm kołysanki masując moje plecy.
- Dlaczego tak szybko ? - zapytałam siadając na brzegu łóżka.
- Nie znam odpowiedzi na te pytanie ale patrz z innej perspektywy jest teraz w znacznie lepszym miejscu niż my jesteśmy jest pewnie teraz aniołem stróżem który tu jest i przytula Ciebie. - powiedział wycierając kciukiem moje łzy po czym mnie do siebie przytulił iż zaszkliły mu się oczy.
- Ej idziecie ? - zapytał się Mike stojąc w drzwiach a gdy zobaczył mnie płaczącą szybko podbiegł patrząc na nas pytającym wzrokiem. - Co się stało ?
- Ona zmarła. - powiedziałam cicho czując jak słona łza spływa po moim policzku spojrzałam się na Mike'go któremu również zaszkliły się oczy.
- Powiedz że to nie prawda. - wyszeptał a potem wycofał się z pokoju i zaszył się w swoim.

Parę dni później .
Dzisiaj jest pogrzeb Claudii, a ja nadal się nie mogę przyzwyczaić że jej tu nie będzie że już jej nigdy nie zobaczę. Jej rodzicie robią w Atlancie pogrzeb iż to jej rodzinne miasto. Wiecie co mnie boli najbardziej ? Że się nawet z nią nie pożegnałam znaczy ona mówiła że czuje że nie za długo umrze ale ja zaczęłam się śmiać i powiedziałam że będzie żyć jeszcze długo bo nie wszystko stracone ale widać myliłam się a los oszukał mnie kolejny raz.
Zsunęłam się z łóżka i poszłam do łazienki w której wzięłam 15-minutowy prysznic , ubrałam się , zrobiłam lekki makijaż a włosy wysuszyłam i wyprostowałam. Po skończonej toalecie zeszłam na dół gdzie zobaczyłam Mike'go i Justina.
- Chodźcie bo się spóźnimy. - powiedziałam cicho kierując się w stronę wyjściowych drzwi. Nie miałam ochotę na żadne rozmowy tak samo jak i mój brat czy Bieber.
Po krótkiej chwili znaleźliśmy się pod kapliczkę w której miała się odbyć msza pożegnalna. W oddali zobaczyłam rodziców Claudii którzy byli ubrani na samo a oczy mieli czerwone od płaczu. Poczułam ciepłą dłoń która łapie moją poznałam ten dotyk który był Justina który splótł razem nasze palce.
- Dzień Dobry. - powiedziałam w kierunku rodziców mojej przyjaciółki kiedy już do nich doszliśmy.
- Cześć Maddie . - odparł jej ojciec a po chwili siedziałam już z nimi w pierwszym rzędzie w kapliczce. Ksiądz prowadził mszę, a mi spływały łzy po policzkach. Justin cały czas trzymał moją dłoń ale to jakoś nie dawało mi wsparcia nie dzisiaj. Po chwili mogliśmy się już z nią żegnać. Najpierw poszli jej rodzice , rodzina a na końcu podeszłam ja z czerwoną różą w ręku wiem jak bardzo je lubiła. Włożyłam ją do trumny ostatni raz patrząc na bladą twarz dziewczyny łzy spływały mi po policzkach. Chcę aby teraz nastał moment gdy otwiera oczy i mówi że tylko sobie żartowała ale to nie jest pieprzony film. Ostatni raz spojrzałam na przyjaciółkę i wyszeptałam "mam nadzieję że jesteś szczęśliwa". Odeszłam od trumny wycierając kciukiem łzy spływające po moim policzku. Podszedł jeszcze Justin widziałam że również to przeżywa mimo że za bardzo za sobą nie przepadali. Zaraz po nim poszedł Mike który również przeżywał jej śmierć czasem odnosiłam wrażenie że on się w niej podkochuje ale pojawiła się Natalie i sami wiecie.
Po chwili byliśmy już na cmentarzu. Nie mogłam znieść widoku jak ją zakopują mam ochotę zakopać się z nią. Podeszłam bliżej chcąc wskoczyć tam do dziury ale Justin złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie. Płaczę jak głupia nie mogąc się pogodzić z myślą że to już koniec że już jej nie zobaczę. Chwilę jeszcze zostałam na cmentarzu razem z chłopakami wszyscy byliśmy przegnębieni.

Parę godzin później.
Leżałam na łóżku myśląc co będzie jak Justin się ode mnie odwróci ? Że wróci do swojego dawnego życia że będzie się ze mnie znowu naśmiewał. Wtedy przy życiu podtrzymywała mnie Claudia tylko ona mnie wspierała , ona o mnie wiedziała dokładnie wszystko. Teraz gdy wiem że już nigdy nie wróci czuję się jakbym straciła cząstkę mnie bardzo dużą cząstkę. Do mojego pokoju wpadł Justin.
- Ruszaj się idziemy na plażę jest ładny dzień. - powiedział opierając się o framugę drzwi.
- Nigdzie nie idę. - odparłam nadal leżąc na swoim wielkim łóżku nie spoglądając na chłopaka.
- W środę jest zakończenie roku a dokładnie za trzy dni i co będziesz całe wakacje użalać się że straciłaś przyjaciółkę ?
- Nie rozumiesz mnie ! - krzyknęłam. - Ona była ze mną od zawsze gdy się ze mnie naśmiewałeś gdy sprawiałeś że moje życie nie miało sensu ! Ona podtrzymywała mnie przy życiu ! - krzyczałam siadając na brzegu łóżka a po chwili zorientowałam się co powiedziałam. Wyraz twarzy szatyna się zmienił na smutny.
- Ja chciałem ci pomóc, ale jeśli ty masz mi wypominać przeszłość to nie chce mi się z tobą rozmawiać. Jeśli się ogarniesz i będziesz miała w ogóle ochotę na mnie patrzeć to zadzwoń. - krzyknął i po chwili nie było go już w domu. Poczułam że łza spływa mi po policzku, nie chciałam tego powiedzieć straciłam nad sobą kontrolę.
- Hej mała co jest ? - zapytał się mnie mój brat siadając obok mnie.
- Pokłóciłam się z Justinem. - powiedziałam cicho wypuszczając powietrze z ust.
- Skapłem się. - powiedział. - Maddie on chciał cię pocieszyć chciał żebyś na chwilę nie myślała o Claudii ale ty potraktowałaś go w taki sposób powinnaś do niego zadzwonić i go przeprosić. - dodał i wyszedł z mojego pokoju zostawiając mnie samą. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do Justina . cdn.

* * *
Wreszcie jest ! Przepraszam ale weny nie miałam :c. Dziękuję za 15 komentarzy pod poprzednim rozdziałem <3. Pół to anonimy ale dobra nic nie mówię. Mam wrażenie że rozdział wyszedł nudny :x . I że nikt tego nie czyta..

12 komentarzy = NN.
Tagi: 23
10.03.2012 o godz. 18:26
" Ona umarła ! "


Oczami Mike'go.
Czułem że źle zrobiłem mówiąc mu że ona się nie wybudzi nie mam zielonego pojęcia na chuja to zrobiłem, dlaczego dałem się namówić Liam'owi ?
- Liam.. idę mu powiedzieć prawdę. - podniosłem się z plastikowego krzesełka które nie było za wygodnie.
- Pojebało cię ? - pociągnął mnie tak że ponownie usiadłem na krześle. - Musimy ją chronić.
- Przed czym ? Przed prawdziwą miłością ? - zapytałem wkurwiony na chłopaka.
- Znajdzie innego. - odparł.
- Nie Liam, idę mu powiedzieć nie chcę stracić przyjaciela i siostry. - podniosłem się wychodząc z budynku przed którym zobaczyłam załamanego Justina. Nawet ślepy by zauważył że on ją na serio kocha jakby jej nie kochał to by się nią tak nie przejmował. Usiadłem obok niego na zielonej ławce.
- Justin.. muszę ci coś powiedzieć. - powiedziałem cicho.
- Co że umarła ? - prychnął wycierając kciukiem swoje łzy które spływały po jego policzkach.
- Nie.. ona się wybudzi. - powiedziałem cicho ale stanowczo.
- Jeszcze dziesięć minut temu mówiłeś że się nie obudzi.
- Ale kłamałem.. Liam mnie do tego namówił. Przepraszam.
- Ale ty głupi jesteś. - prychnął podnosząc się z ławki.
- Wiem że źle zrobiłem, ale..
- Wybaczam Ci, teraz muszę być koło niej. - powiedział wbiegajac do budynku.
Oczami Maddie.
Poczułam jak coś białego daje, mi po oczach. Chcę podnieść powieki ale są za ciężkie, czuję że ktoś trzyma mnie za dłoń znam ten dotyk.. on jest Justina. On tu jest on jest przy mnie. Słyszałam w pomieszczeniu jakieś głosy ale nie umiałam zrozumieć co mówią. Po kilkunastu próbach otworzyłam oczy co zaraz pożałowałam iż żarówki światała dały mi po oczach, nie chciałam zadawać pytania gdzie jestem bo wiem że w szpitalu i w ógle to by było jakby w jakimś nudnym filmie.
- Maddie słyszysz mnie ? - zapytał się mnie jakiś gruby męski głos, który należał do lekarza.
- Tak. - powiedziałam cicho, nie odrywając wzroku od Justina który stał przy drzwiach. W jego oczach można było dostać radość i szczęście również były czerwone. Obok niego stał Mike również szczęśliwy a obok niego Liam a dalej tata ? Że co ? Co on tu do jasnej cholery robi ?
- Dobrze możecie wchodzić. - powiadomił ich lekarz, a cała czwórka zjawiła się w pomieszczeniu. Wszyscy się na mnie patrzyli, zdezerientowani.
- Nie strasz nas tak już. - powiedział Justin siadając na krzesełku. Złapał mnie za dłoń splatając razem nasze palce, nie mogłam oderwać od niego wzroku.
- Dobrze.. - powiedziałam cicho patrząc na wszystkich w tym pokoiku.
Przez jakieś pół godziny wszyscy byli a potem się zmyli oprócz Justina od mojego przebudzenia czekałam na tą chwilę gdy zostaniemy sami.
- Nastraszyłaś mnie. - powiedział cicho, bawiąc się moją dłonią.
- Wiem przepraszam.. wiem że to było głupie. Ja cię kocham to z Liam'em nic nie znaczyło. - tłumaczyłam się gdy chciałam coś dodać, poczułam ciepłe wargi które dotykają moje a po chwili pocałowały mnie delikatnie a zarazem z wielkim uczuciem.
- Kocham cię. - wyznał jeżdżąc kciukiem po moim policzku.
- Też cię kocham. - uśmiechnęłam się szeroko, po chwili ponownie poczułam jak wargi chłopaka zaczynały całować moje, całował mnie tak jakby bał się że zaraz go odepchnę. Skończyliśmy się całować, gdy zabrakło nam tlenu.
Dwa dni później .
Dzisiaj wychodzę z szpitala, z czego się cieszę. Przez te dwa dni, wszyscy mnie odwiedzali. Tata, będzie mieszkał z nami z czego się okropnie cieszę. Z nim miałam lepsze kontakty niż z matką, a co do matki to nadal jest w Nowym Jorku czy gdzie tam pracuje, szczerze to mnie to nie obchodzi. Zauważyłam że Justin z Liam'em się nie lubią, mierzą się wzrokiem , albo przy wyjściu pociągają sobie z bara. Muszę się dowiedzieć, o co im poszło.
- Hej księżniczko. - odezwał się aksamitny głos.
- Nie jestem księżniczką. - pokazałam mu język, a po chwili pocałował mnie czule w usta co odwzajemniłam.
- Dla mnie jesteś. - stwierdził podając mi ubrania. Z uśmiechem na twarzy poszłam do szpitalnej łazienki w której wzięłam szybki prysznic i się ubrałam w wybrane ciuchy.
Gdy wracałam do domu, z Justinem gadaliśmy i wszystkim i o niczym a rozmowa jak zwykle się nam kleiła.
- Justin ?
- Nom ?
- Co się dzieje po między tobą a Liam'em ? - zapytałam opierając głowę o szybę od samochodu patrząc na chłopaka który wyglądał na zakłopotanego.
- Namówił, Mik'ego żeby powiedział mi że się nie wybudzisz. - powiedział cicho a mnie zatkało. Jak on mógł coś takiego powiedzieć ?
- Ale dlaczego ?
- Pytaj się mnie a ja Ciebie, nie wiem może się w tobie zakochał ?
- On ma dziewczynę. - powiedziałam, a resztę drogi już o tym nie rozmawialiśmy. Wczoraj przez telefon rozmawiałam z Claudią, mówiła że coraz gorzej się czuję, na samą myśl płakać mi się chce.
Przez cały dzień wygłupialiśmy się z Mike'm oraz Justinem, oglądaliśmy filmy i takie tam. Nagle zadzownił mój telefon, nie spojrzałam na wyświetlacz.
- Halo ? - zapytałam z uśmiechem na twarzy.
- Maddie ? - zapytała łakając jej matka, a ja już się domyśliłam o co chodzi.
- Tak.. - powiedziałam cicho, a uśmiech zszedł mi z twarzy.
- Ona umarła ! - krzyknęła do słuchawki a ja ja rzuciłam telefonem o ścianę po której zaraz się osunęłam i wybuchłam głośnym płaczem.

* * *

Przepraszam, że tak długo nie dodawałam ale weny nie miałam... jea Maddie się wybudziła musiałam w końcu to zrobić iż rozdziały by było już nudne :D.
11 komentarzy = NN.
Tagi: 22
04.03.2012 o godz. 18:54
" Kochanie.. nie zostawiaj mnie samego. "


- Jej stan się pogarsza, oby jej ojca krew była taka sama. Bo inaczej zostało jej góra dwa dni życia. - powiedział lekarz, a mi zaczęły lecieć łzy po policzkach.
- Ale ona musi żyć.. - wyszeptałem nawet nie próbując powstrzymać swoich łez. Lekarz bez słowa ode mnie odszedł, poczułem ciepłą dłoń na moich plecach, podniosłem głowę i zobaczyłem również płaczącego Mike'go.
- Ona przeżyje prawda ? - zapytałem patrząc na niego.
- Musi Justin.. Musi. - wyszeptał siadając na jednych z niebieskich plastikowych krzesełkach. Chodziłem nerwowo po korytarzu, a łzy same cisnęły mi się do oczu jak tylko pomyślałem że jej tu może nie być nie ona tu będzie ona musi tu być nie wyobrażam sobie że jej tu nie będzie.. że nie zobaczę jej ślicznych brązowych oczów jak się uśmiecha jak się śmieje. Dziwne że jeszcze trzy miesiące temu się z niej naśmiewałem poniżałem a dzisiaj jestem na szpitalnym korytarzu i płaczę że ona umiera, że jej tu za dwa dni może nie być.
- Mogę do niej wejść ? - zapytałem bez entuzjazmu pielęgniarki patrząc na nią błagalnym wzrokiem.
- Ale panie Justinie to nie ma sensu ale śpi. - powiedziała patrząc na mnie.
- Ale proszę.. pięć minut. - poprosiłem.
- Dobrze, ale zaraz pan wychodzi. - powiedziała, wpuszczając mnie do sali. Niepewnym krokiem wszedłem do pomieszczenia spojrzałem na łóżko a w nim leżąca dziewczyna. Wygląda jakby już nie żyła , blada twarz , podłączona do różnych maszyn. Powolnym krokiem podszedłem do łóżka siadając na krzesełku znajdującym się obok. Złapałem ją za dłoń, splatając razem nasze palce.
- Kochanie.. nie zostawiaj mnie samego. - wyszeptałem wycierając kciukiem swoją łzę która spływała po moim policzku. Przejechałem kciukiem po jej policzku po czym go pocałowałem. Wygląda jakby, jej tutaj nie było.. w końcu dryfuje pomiędzy dwoma światami. Podniosłem się z krzesełka i wyszedłem z sali, na korytarzu był już jej ojciec bez słowa do niego podszedłem patrząc na niego pytająco.
- Ma pan taką samą krew ? - zapytałem patrząc na niego uważnie bałem się odpowiedzi.
- Tak, pobrali moją krew i zaraz będą jej dolewać czy coś takiego. - powiedział z subtelnym uśmiechem na twarzy. Będzie żyła! Kurwa będzie żyła! Tak się cieszę.
Parę godzin później.
Siedzimy tutaj z dobre cztery godziny, a ona się nadal nie obudziła chociaż dawno już dali jej tą krew. Nawet ten cały Liam, przyszedł. Boję się że się nie obudzi, że za późno jej dali tą krew. Nie kurwa nie mogę tak myśleć ona się obudzi. Wszedłem do pokoiku w którym leżała usiadłem na krzesełku chwytając z jej drobną dłoń splotłem razem nasze palce.
- Obudź się proszę.. - wyszeptałem z łzami w oczach, pragnę żeby teraz nastała ta magiczna chwila kiedy Maddie otwiera swoje brązowe oczy , wyjaśniamy sobie wszystko i będzie już tylko dobrze bo do cholery jasnej musi być dobrze.
Siedzę tu już z dziewiątą godzinę, a ona nadal się nie obudziła nawet nie poruszyła ręką czy nawet nogą.
- Justin my wracamy. - usłyszałem głos mojego przyjaciela. - Wracasz z nami ? - dodał.
- Nie, będę z nią na wypadek jakby się obudziła. - powiedziałem nie odrywając wzroku od twarzy brunetki.
- Doktor mówił że obudzi się jutro albo za dwa dni.
- Ale skąd oni mogą to wiedzieć ? - zapytałem odwracając głowę w stronę Mike'go.
- Oni są lekarzami, Justin. Wracasz czy nie ? - zapytał się ponownie. Podniosłem się z krzesełka nachylając się na dziewczyną, pocałowałem delikatnie jej policzek.
- Jutro przyjdę do Ciebie kochanie. - powiedziałem i skierowałem się w stronę wyjścia. Przy drzwiach odwróciłem się by się upewnić, czy ona się nie obudziła. Miałem taką pieprzoną nadzieję że usłyszę jej głos który mówi "nie wychodź" ale nie, leżała z zamkniętymi oczami.
Wszedłem do wnętrza domu.
- Gdzie byłeś ? - zapytała się mnie moja matka.
- W szpitalu. - powiedziałem bez entuzjazmu.
- Znowu u tej dziewczyny ? - zapytała się siedząc na fotelu.
- Tak. - powiedziałem krótko wchodząc po schodach.
Następny dzień.
Przebudziłem się o 10.
Promienie słońca, przebijały się przez czarne żaluzje poleżałbym sobie ale muszę do niej jechać. Zsunąłem się z łóżka i skierowałem w stronę łazienki. Wszedłem do jej wnętrza ściągając spodnie od piżamy. Wszedłem do kabiny prysznicowej odkręcając ciepłą wodę która po chwili leciała po moim ciele. Namydliłem gąbkę i zacząłem ją jeździć po moich częściach ciała. Po 15-minutowym prysznicu ubrałem się.
Wszedłem do wnętrza szpitalu, od razu udając się pod salę Maddie. Miałem nadzieję że się obudziła, pod salą zobaczyłem ojca Maddie , Mike'go i Liama, bez zastanowienia podbiegłem do nich z nadzieją że mają dla mnie dobrą nowinę ale mieli smutne miny.
- Co z nią ? - zapytałem patrząc na nich oczekująco każdy z nich unikał mojego wzroku. - Co z nią ? - powtórzyłem pytanie bardziej bojąc się odpowiedzi.
- Justin.. - zaczął Mike. - Są marne szanse że ona się obudzi. - dokończył za niego jego ojciec, a ja zamarłem. To tak jakby ktoś przyjebał mi z kilkanaście razy z plaskacza.
- Jaja se robicie ? - zapytał drżącym głosem czując jak słona łza spływa po moim policzku.
- Nie żartowalibyśmy z takich spraw. - powiedział Liam. Bez słowa wybiegłem z szpitala czując jak nienawiść do samego siebie do mnie wzrasta co ja do cholery jasnej narobiłem ?! Mogłem dać się jej wytłamaczyć , mogłem dać jej tą szansę teraz byłbym szczęśliwy.. cdn.

* * *

Wiem że nudny , krótki przepraszam was.
Zastanawiam się czy, nie zakończyć tego opowiadania i zacząć pisać nowe ? .. nie wiem :c
11 komentarzy = NN.
Tagi: 21
29.02.2012 o godz. 15:56
" Jej stan się pogarsza, oby jej ojca krew była taka sama. Bo inaczej zostało jej góra dwa dni życia. "


Po 30 minutach z jej sali wyszedł lekarz. Wstałem na równe i do niego podeszłem.
- Co z nią ? - zapytałem drżącym głosem a ręce trzęsły mi się.
- Maddie..

- Maddie, ona straciła dużo krwi. Ona ma grupę 0RH- a to jest rzadka grupa krwi, i niestety jej nie mamy teraz, a jak przez najbliższy krwi nie znajdzie się kogoś z taką samą grupą krwi to ona umrze. - powiedział łysiejący lekarz, poczułam jak słona łza spływa mi po policzku. - Przykro mi. - dodał i odszedł iż go wołali. Usiadłem na niebieskim plastikowym krzesełku i schowałem twarz w dłonie. Czułem jak łzy spływają mi po policzkach, nie wyobrażam sobie że jej tutaj ma nie być, muszę znaleźć jakiegoś człowieka z taką grupą krwi mogę mu zapłacić tysiące żeby tylko żyła. Zerwałem się z krzesła i wybiegłem z szpitala kierując się w stronę swojego samochodu, wsiadłem do niego i odpaliłem samochód kierowałem się w stronę jej domu może Mike ma taką samą. Po chwili dojechałem do jej domu zaparkowałem samochód na podjeździe i nie zamykając samochodu skierowałem się w stronę drzwi które jak zwykle były otwarte. W salonie nikogo nie było to pewnie, jest u siebie w pokoju. Otworzyłem drzwi i zobaczyłam jak Mike pieprzy się z jakimś plastikiem.
- Kurwa, co tu robisz ? Maddie nie ma. - powiedział wkurwiony.
- Maddie nie ma bo jest w szpitalu idioto ! - krzyknąłem a on zszedł z dziewczyny i usiadł na łóżku zakładając swoje ciuchy.
- Co się stało ? - zapytał drżącym głosem.
- Próbowała popełnić samobójstwo, straciła dużo krwi a ona ma jakąś rzadką krew i nie mają jej trzeba znaleźć jakieś człowieka bo inaczej umrze ! - krzyknąłem czując jak łza spływa mi po policzku, spojrzałem na Mike'go i mu też spłynęła łza po policzkach.
- Wypierdalaj stąd. - myślałem że te słowa skierował do mnie, ale były one do blondynki.
- Mike.. myślałem że mnie kochasz. - zaczęła drżącym głosem ubierając swoje ciuchy.
- Kochać ? Dziewczyno znam cię dwa dni, a teraz nara moja siostra jest teraz ważniejsza od Ciebie pusta blondynko. - dziewczyna obrzuciła mnie złowrogim spojrzeniem i wybiegła z domu wybuchając płaczem.
- Powiedz że masz taką krew.. - powróciłem do tematu z nadzieją że ma taką krew.
- Nie, ja mam AB+ - powiedział smutno zakładając koszulkę.
- Ja pierdole.. nie wybaczę sobie tego jak jej coś się stanie. - powiedziałem łamiącym się głosem.
- Justin to nie twoja wina, rozumiem cię że się na nią wkurwiłeś. Wina leży po obu stronach. - powiedział jej brat a zarazem mój dawny przyjaciel, poczułem że wrócił dawny on.
- Dobra chodź szukać kogoś. - wyszedłem z domu.
Trzy dni później.
Z Maddie, jest coraz gorzej a my nadal nikogo nie znaleźliśmy. Pytaliśmy wszystkich, ale nikt nie ma tej grupy krwi. Jeden plus to taki że z Mike'm się znowu przyjaźnimy, w ogóle do szkoły nie chodzę chyba ostatni raz byłem gdy powiedzieli mi że mnie wypieprzają a chuj im w dupę pałam zasranym. Nic nie jem , czasem coś przegryzę ale do rzadko. Zsunąłem się z łóżka i ruszyłem do łazienki w której wziąłem prysznic a ciepłe krople wody otuliły moje ciało. Po krótkim prysznicu ubrałem się na dworze robiło się coraz cieplej przecież to już początek czerwca, a ona ma za 19 czerwca urodziny, a dzisiaj jest czerwca. Jeszcze nie dawno planowałem dla niej, urodziny że wrócimy do Los Angeles w końcu jej obiecywałem. Wyszedłem z domu, idąc w stronę domu Mike'go. Po chwili do niego doszedłem a w nim szczęśliwy Mike, może się obudziłą ?!
- Co taki szczęśliwy ? - zapytałem z nadzieją w oczach i w głosie.
- Nasz ojciec, ma taką grupę krwi. - powiedział.
- No to jedziemy do niego. - powiedział kierując się w stronę drzwi.
- Nie on jedzie do nas, zaraz będzie. - powiedział a w drzwiach stanął facet po 40-stce miał czarny garnitur i już lekko siwiał.
- Dzień dobry. - przywitałem się, ich ojciec był strasznie podobny do Maddie,brązowe oczy , smukła sylwetka.
- Dobry, to jedziemy do szpitala ? - zapytał się pan Reason.
- Tak. - Mike, zmierzył go wzrokiem i wyszliśmy z domu.
Ich ojciec, właśnie był na jakiś jebanych badaniach. Nagle do pokoju Maddie zaczęli wchodzić podenerwowani lekarze i pielęgniarki. Zerwałem się z miejsca podbiegając do wielkich drzwi.
- Co się dzieje ? - zapytałem przestraszony.
- Jej stan się pogarsza, oby jej ojca krew była taka sama. Bo inaczej zostało jej góra dwa dni życia. - powiedział lekarz, a mi zaczęły lecieć łzy po policzkach. cdn.

* * *

Mam nadzieję że się podoba, rozdział dedykuję thatbeeasy iż podsunęła mi pomysł :*
I przepraszam że taki krótki, ale muszę iść lekcje odrabiać bo ferie mi się kończą :c
11 komentarzy = NN.
Tagi: 20
26.02.2012 o godz. 19:13
" Ee.. moja dziewczyna próbowała popełnić samobójstwo. "


- Justin.. to nie tak jak myślisz. - powiedziała drżącym głosem, a ja wybiegłem z ich domu. cdn.
Kurwa, co to było ? Myślałem że jest inna, że mówi szczerze kocham..
- Justin ! - krzyknęła zbiegając po schodach ale ja nie zareagowałem. Poczułem jak chwyta mnie za dłoń, ale ja ją szybko wyrwałem.
- Ja przepraszam.. poniosło mnie. Wiem że źle zrobiłam całując się z nim, ale to kocham Ciebie. - tłumaczyła się, a łzy spłynęła po jej policzku.
- Poniosło cię ? - powtórzyłem po czym prychnąłem. - Myślałem że jesteś inna i że powiedziałaś szczere kocham, że na serio mnie kochasz.. - poczułem jak samotna łza spłynęła po moim policzku.
- Bo cię kocham, Justin ja na serio czuję się jak idiotka wiem że popełniłam błąd, ale wybacz mi.
- Muszę to sobie przemyśleć. - powiedziałem drżącym głosem, i wyszedłem z jej domu.
Oczami Maddie.
Jestem idiotką , debilką. Wczoraj powiedziałam mu że go kocham, a dzisiaj całuje się z Liam'em. Weszłam do pokoju, w którym siedział nadal zszkowany Liam, mi po policzkach spływały łzy. On wstał i bez słowa mnie przytulił.
- Ja mogę z nim pogadać, i mu wszystko wytłumaczyć. - powiedział po chwili ciszy.
- To będzie bez sensu, on nikogo nie słucha gdy jest załamany. - powiedziałam podciągając nosem. Usiadłam na łóżku podkulając nogi.
- Maddie, wy nawet razem nie byliście, więc nie zdradziłaś go. - zaczął Liam.
- Tak ! Ale wczoraj powiedziałam mu że go kocham, widziałam te jego iskierki szczęścia w oczach, to jak był szczęśliwy. Teraz znowu mu wszystko zjebałam ! Zawsze muszę wszystko zjebać ! - krzyknęłam chowając twarz w dłoniach łzy spływały po moich policzkach. A on bez słowa wyszedł z mojego domu, suuper teraz jeszcze go stracę ? Kurwa zajebiście.
Oczami Justina.
Szedłem przed siebie, łzy leciały mi po policzkach. Kurwa czemu ja muszę mieć zawsze pod górkę ? Ciągle kłócę się z rodzicami , wywalają mnie z szkoły , straciłem najlepszego przyjaciela i do tego jeszcze osoba którą kocham całowała się z innym, może to ja jakiś dziwny jestem ? Może to przezemnie wszyscy mnie opuszczają ?
Zobaczyłem jak podjeżdża do mnie samochód, a w nim ten koleś.
- Słuchaj musimy pogadać. - powiedział wystawiając swój ryj przez okno.
- Mamy o czym ? - zapytałem oschle.
- Tak mamy. Chodzi o Maddie.
- Tak wiem że się z tobą całowała, a może czegoś innego się zaraz dowiem ?
- To nie tak jak myślisz. To ja ją pierwszy pocałowałem, ona tego nie chciała, uwierz mi że jeszcze jej tak szczęśliwej jak dzisiejszego ranka nie wiedziałem, teraz idź coś zrób bo jest na serio załamana. - powiedział, i odjechał. Czyli co ? Mam jej tak przebaczyć ? Ale patrząc z drugiej strony, ile razy ona mi przebaczała. Zacząłem biec w stronę jej domu, coś mi w głowie każe tam iść, czuję że coś się stało. Po chwili byłem pod jej domem, tego palanta na szczęście nie było. Pociągnąłem za klamkę, i drzwi były otwarte, w salonie nikogo nie było. Poszedłem do jej pokoju, trzymając iphona w ręku iż chciałem do niej zadzwonić. Gdy wszedłem do jej pokoju, wypuściłem telefon z ręki a nogi się pode mną ugięły. Co ja zrobiłem ? Podbiegłem do dziewczyny, kucając przy niej. Przyłożyłem dłoń, do jej szyi by sprawdzić czy ma puls, który był ledwo wyczuwalny ale był. Wybrałem numer do pogotowia a ręce trzęsły mi się, kurwa ile to można czekać aż odbiorą ? Po chwili usłyszałem w słuchawce głos kobiety.
- Ee.. moja dziewczyna próbowała popełnić samobójstwo. - powiedziałem drżącym głosem, a co miałem powiedzieć ?
- Dobrze, zaraz przyjedziemy gdzie pan się teraz znajduje ? - zapytała, a ja podałem jej dokładny adres. Zacząłem rozglądać się po pokoju, w celu znalezienia jakiejś szmatki, w końcu zobaczyłem jakąś bluzkę. Urwałem kawałek i zawiązałem na jej nadgarstku. Wziąłem ją na ręce a łzy spłynęła mi po policzku, nie mogę uwierzyć do czego ja doprowadziłem. Po chwili wbiegli, lekarze, podałem im Maddie i położyli ją na nosze, wnieśli ją. Zbiegłem za nimi po schodach.
- Nie może pan z nami jechać. - powiedział łysiejący gościu.
- Ale tam jest.. - powiedziałem drżącym głosem.
- Przykro mi. - powiedział, i wsiadł do karetki.
Zdenerwowany zacząłem biec w stronę swojego domu który na całe szczęście był nie daleko, wyjąłem z kieszeni kluczyki i do niego wsiadłem. Odjechałem z piskiem opon, na szczęście dogoniłem samochód. Ledwo co wiedziałem ulicę gdyż łzy spływające po moich policzkach rozmazywały mój obraz. Przelotnie spojrzałem licznik który wskazywał 140km/h. Samochody na mnie trąbiły, więc wolę zwolnić bo jeszcze brakuje żeby mi się coś stało. Wszyscy zaczęli przepuszczać, wyjącą alarmem karetkę a ja utknąłem na światłach. Jak coś się jej stanie, nie wybaczę sobie tego nigdy. Mogłem ją posłuchać , dać jej się wytłumaczyć a nie ja oczywiście wolałem posłuchać samego siebie i wyjść ztamtąd. Przysięgam gdy coś się jej stanie nie wybaczę sobie tego. Nie wyobrażam sobie że jej nie będzie , że nie zobaczę jej brązowych oczów , roześmianej twarzy. Nie nic jej się nie stanie..
Zaparkowałem samochód na parkingu obok szpitala. Udałem się do budynku w którym pielęgniarki i lekarze chodzili podenerwowani. Podszedłem do jakiegoś kolesia, po 14-stce.
- Gdzie leży Maddie Reason ? - zapytałem drżącym głosem.
- Pod gabinetem 35. - odpowiedział i ruszył dalej, a ja pobiegłem pod ten gabinet. Po chwili już byłem pod nim, byli tam lekarze a ja jak debil musiałem tutaj stać.
Walnąłem pięścią w ścianę, i usiadłem na krześle. Schowałem twarz w dłonie, nie mogąc uwierzyć że to wszystko dzieje się naprawdę. Ten tydzień to jakaś totalna porażka..
Po 30 minutach z jej sali wyszedł lekarz. Wstałem na równe i do niego podeszłem.
- Co z nią ? - zapytałem drżącym głosem a ręce trzęsły mi się.
- Maddie..
cdn.

* * * *

Mam nadzieję że wam się podoba <3.
Dziękuję za :
- 15 komentarzy pod poprzednim rozdziałem.
- 21 obserwujących.
- Za 2621 odwiedzin.
Jesteście wspaniałe <3
11 komentarzy = NN .
Tagi: 19
22.02.2012 o godz. 17:59
" Stary radzę żebyś tam nie wchodził. "


- Ee zapomniałem portfela, bo masz go w torebce. - powiedział ucieszony, zszokowany.
Pośpiesznie wyjęłam z torebki, jego portfel i rzuciłam mu go. A gdy go złapał, to wyszedł z smajlem na gębie.
- Powiedz że tego nie słyszał.. - powiedziałam cicho .
- Nie słyszał. - powiedziała rozbawiona.
- Claudia, to nie są jaja. - krzyknęłam.
- Ale to jest głupie, oboje coś do siebie czujecie, on ci to wyznaje a ty boisz się do tego przyznać. Ogarnijcie się.
- Może masz rację, w drodze do Atlanty mu powiem.
- To wracacie dzisiaj ? - zapytała smutno.
- Tak, sama wiesz za dwa tygodnie zakończenie roku szkolnego trzeba się postarać. - po chwili wszedł Justin z dwoma kawami, ale jedną z nich mi podał. - Dzięki..
- Spoko. - usiadł na łóżku obok, popijając kawę.
Parę godzin później.
Nie chcę od niej wyjeżdżać, ale za dwa tygodnie tu przyjadę do niej. W ogóle po niej nie widać, że jest chora znaczy włosy jej wypadają ale nie chcę żeby umierała.
Wyszłam z budynku i wsiadłam do czarnego range rovera, a brunet poszedł w moje ślady. Dźwięk odpalającego się silnika.
- Musimy pogadać. - stwierdził, po pół godziny jazdy.
- Mamy o czym ? - udawałam że nie wiem o co chodzi, wiem że obiecywałam Claudii że mu powiem ale chyba nie mam na tyle odwagi.
- Kochasz kogoś ? - zapytał patrząc w lusterko.
- Tak.
- Kogo ?
- Eee. - zaczęłam bawić się swoim ihponem zestresowana.
- Wiedziałem.. - powiedział smutno.
- Co wiedziałeś ? - zapytałam.
- Kochasz tego Liam'a.. - powiedział nie patrząc na mnie.
- CO ?! - krzyknęłam. - Chyba cię pojebało, ja go nie kocham, znaczy kocham go ale jak brata.
- To kogo kochasz ? - zapytał zdezorientowany.
- Ciebie.. - powiedziałam cicho.
- Co ? Powtórz głośniej. - powiedział, z uśmiechem na twarzy.
- To umyj uszy. - pokazałam mu język czochrając mu włosy.
- Kocham cię wiesz ? - zapytał, wyjeżdżając do Atlanty.
- Wiem. I ja Ciebie też. - uśmiechnęłam się a iskierki radości pojawiły się w jego oczach.
- Tak trudno było to powiedzieć ? - zaśmiał się.
- Tak. - zaśmiałam się, razem z nim. Zaparkował samochód na moim podjeździe. - Wejdziesz?
- Jasne, czemu nie. - wysiedliśmy z jego samochodu i skierowaliśmy się w stronę domu w którym panował półmrok. Mike'go jak zwykle nie było, i gdzie on się w ogóle szlaja ? A co mnie to obchodzi. Weszliśmy do mojego pokoju, usiadłam na łóżku a obok mnie on.
Przez dobre trzy godziny rozmawialiśmy na różne tematy, cieszyłam się że wszystko wraca do normy.
- Ja już muszę iść, bo jest pierwsza w nocy a starzy będą darli ryja. - wywrócił oczami wstając z mojego łóżka.
- Możesz zostać na noc. - stwierdziłam również wstając.
- Chciałbym, ale tak i tak mam już przesrane że mnie z szkoły wypieprzają. - podszedł od mnie bliżej. Oplótł dłonie wokół mojej tali, a ja mu zawiesiłam dłonie na szyi. Oparł swoje czoło o moje, przez krótką patrzyliśmy sobie w oczy aż poczułam jego usta na moich, pocałował mnie delikatnie a zarazem z uczuciem. Odwzajemniłam jego pocałunek z czułością, pocałunek był krótki ale wiedziałam że zawsze będę go pamiętać.
Oczami Justina.
Jaki ja jestem szczęśliwy, dziewczyna którą kocham wyznała mi miłość , pocałowaliśmy się żyć a nie umierać kurwa. Pożegnałem się z Maddie, i pojechałem do swojego domu który był zaledwie trzy domy dalej ale nic nie mówię. Wysiadłem z samochodu, spojrzałem na dom w którym paliło się światło. "no to będzie dym" - pomyślałem. Wszedłem do domu, i od razu dopadła mnie matka.
- Gdzieś ty do cholery był ? Najpierw grożą że cie z szkoły wywalą , a na następny dzień nie przychodzisz do niej i znikasz na cały dzień ! Co ty sobie gówniarzu wyobrażasz ?! - krzyczała.
- Że pierwszego marca się od was wreszcie uwolnię. - powiedziałem zdejmując buty.
- Więc, jeszcze te pół roku będziesz się z nami męczył. A teraz do góry spać ! - krzyknęła a z kuchni wyszedł Bill, mój ojciec do którego w ogóle nie jestem podobny to się wytnie. Ale przecież on miał być na jakiejś delegacji.
- Co ty to robisz ? - zapytałem patrząc na niego jak na ducha.
- Wróciłem wcześniej, gdyż się dowiedziałem że nie można dać sobie z tobą rady. Co się z tobą dzieje ?
- Nic, tylko wy nie możecie zrozumieć że on chciał uderzyć dziewczynę którą kocham. - krzyknąłem.
- Ale to nie znaczy że ty musisz do niego z pięściami wyskakiwać. - krzyknął Bill.
- Wy nic nie rozumiecie. Zawsze mnie o wszystko obwiniacie, a sami nie jesteście lepsi, całe dnie siedzicie w pracy myśląc że jesteście wspaniałymi rodzicami. A gówno prawda, ty myślicie że dlaczego to wszystko robiłem ?! Żeby zwrócić waszą uwagę na siebie, ale wy nawet wtedy mieliście mnie w dupie gdy was najbardziej potrzebowałem ! Nienawidzę was. - wykrzyczałem, czując że wreszcie wszystko z siebie wyrzuciłem. Oni patrzyli się na mnie zdziwieni, nie wiedząc co powiedzieć. Czując że łzy napływają mi do oczu pobiegłem do swojego pokoju. Zdjąłem koszulę, a potem koszulkę rzucając je w kąt. Rzuciłem się na łóżko, starając nie myśleć co przed chwilą miało miejsce.
Rano.
Przebudziłem się o 13, no to se pospałem. Dzisiaj jest sobota więc luzik. Zsunąłem się z łóżka biorąc butelkę wody która była obok łóżka. Wypiłem jej całą zawartość, i ruszyłem do łazienki. W której wziąłem szybki prysznic i się ubrałem. Po drodze zabrałem iphona i wyszedłem z domu kierując się do domu Maddie. Mam wrażenie, że tylko ona mnie rozumie na tym świecie. Otworzył mi Mike.
- Stary radzę żebyś tam nie wchodził. - ostrzegł mnie.
- Uważaj bo się Ciebie, posłucham. - prychnąłem i ruszyłem do pokoju Maddie. Otworzył drzwi, i zobaczyłem jak ona kończy z nim pocałunek. Serce mi się przedarło na pół.
- Liam, tylko proszę nie mów nic Justinowi. - porposiła.
- Jednak musicie się bardziej kryć. - powiedziałem a oni od siebie odskoczyli. Łzy napłynęły mi do oczu.
- Justin.. to nie tak jak myślisz. - powiedziała drżącym głosem, a ja wybiegłem z ich domu. cdn.

* * *

Tak wiem rozdział do dupy, ale nie miałam weny. Ale pomysł podsunęła mi something za co Ci dziękuję, ale troszkę pozmieniałam. I również dziękuję magdzie. I innym osobom :* . Dziękuję za 16 komentarzy pod poprzednim rozdziałem <3

10 komentarzy = NN.
Tagi: 18
20.02.2012 o godz. 16:44
Dziewczyny, przepraszam że nie dodaję rozdziału ale nie mam pomysły na 18.. może macie jakieś pomysły ? Jeśli tak to mi napiszcie.

Pozdrawiam Maddie.
Tagi: ?
19.02.2012 o godz. 15:37
" Bo jesteś dla mnie najważniejsza, i nie lubię kiedy płaczesz czy się smucisz wtedy boli mnie serce. "


- Maddie, Claudia ona.. ona.. - jąkała się.
- Ona ? - zapytałam obawiając się najgorszego.
- Jest ciężko, chora okazało się że ma białaczkę. - rozpłakała się do słuchawki.
- Ile jej zostało ? - zapytałam drżącym głosem, nie mogąc uwierzyć że to prawda.
- Jakiś miesiąc.. - powiedziała, a ja się rozłączyłam. Schowałam twarz w poduszce, i zaczęłam płakać a raczej wyć. Nie mogę w to uwierzyć, że jej tu nie będzie, że nie zobaczę jej uśmiechu , że się nie powygłupiamy. Ona nie jest przyjaciółką ona jest kimś więcej ona jest siostrą ona była przy mnie od zawsze, nie chcę tego.
Rano.
Przebudziłam się dosyć wcześnie.
Oby to był, głupi sen. Spojrzałam na swoje ciuchy, no tak zasnęłam a to nie był głupi sen. Poczułam jak łzy spływają mi po policzkach, zsunęłam się z łóżka i ruszyłam do łazienki. Zmyłam rozmazany makijaż, i obyłam twarz wodą która mnie rozbudziła. Wzięłam 15 - minutowy prysznic a po nim się ubrałam i zrobiłam lekki makijaż. Zeszłam na dół, w przy stole zobaczyłam siedzącego Mike'go który jadł kanapkę,
- Pożycz mi samochód. - poprosiłam bez entuzjazmu w głosie, tak chcę pojechać do Chicago.
- Po co ? - patrzył się na mnie przeżuwając kęs kanapki.
- Po prostu pożycz, czy nie bo Natalie ci zabroniła ? - powiedziałam sarkastycznie.
- Dzisiaj jest mi potrzebny, więc przepraszam. - powiedział, chowając talerz w zmywarce.
- Zajebisty z Ciebie brat. - prychnęłam i wyszłam z domu trzasakjąc drzwiami, jedyną opcją był Justin. Jego dom, był parę domów dalej. Właśnie wyszedł z domu. [zamiast tej fryzury miał artystyczny nie ład]. Gdy mnie zobaczył, uśmiech pojawił mu się na twarzy, zmieszany nie wiedział czy podjeść. Patrzyłam się na niego wzrokiem przepełnionym bólem i smutkiem. Zdecydował się do mnie podejść, gdy już przy mnie był przytuliłam się do niego czując jak łzy napływają mi do oczu on zdziwiony ale odwzajemnił gest, a ja się w niego bardziej wtuliłam, jak to poczuł, wzmocnił uścisk.
- Mała co się stało ? - zapytał troskliwie patrząc w moje zaszklone oczy.
- Ona ma białaczkę.. - poczułam jak łza spływała mi po policzku, a on ją wytarł moją łzę. - Nie mogę uwierzyć że jej tu nie będzie że nie zobaczę jej uśmiechu , oczu że się z nią nie powygłupiam. - łzy leciały mi po policzkach.
- Maddie ! Ona jeszcze żyje, nawet jak umrze to będzie z tobą nie fizycznie, ale jako twój anioł stróż będzie obok Ciebie ale nie będziesz jej czuć , widzieć. - powiedział, to co myślał. Tego było mi potrzeba.. cieszę się że on chociaż obok mnie jest. - Teraz wsiadaj do samochodu. - dodał otwierając mi drzwi.
- Po co ? - zapytałam stojąc nadal w tym samym miejscu.
- Jedziemy do Chicago. - powiadomił mnie otwierając mi drzwi od samochodu, bez słowa wsiadłam do samochodu który dobrze znałam. On usiadł na miejscu kierowcy, odpalając samochodu ciszę w nim wypełnił dźwięk włączającego się samochodu.
- Dlaczego to robisz ? - zapytałam przerywając ciszę.
- Bo jesteś dla mnie najważniejsza, i nie lubię kiedy płaczesz czy się smucisz wtedy boli mnie serce. - powiedział patrząc na mnie.
- Dziękuję, nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. - uśmiechnęłam się blado, podkulając nogi na siedzeniu.
W Chicago.
Jechaliśmy z dobre cztery godziny, ale Justin tak mnie rozśmieszał że aż prawie płakałam z śmiechu. On potrafi mnie tylko tak rozśmieszyć.
Szliśmy długim kremowym korytarzem, mijali nas lekarze , pielęgniarki lub odwiedzający tak ja ja czy on.
- To tutaj. - powiadomił mnie brunet gdy staliśmy pod białymi drzwiami z numerkiem 283. Niepewnie nacisnęłam klamkę w łóżku zobaczyłam bladą blondynkę łzy napłynęły mi do oczu, obok łóżka siedziała jej matka i jej ojciec.
- Ona, teraz śpi. - powiedział jej ojciec i wyszli z sali a ja zajęłam ich miejsce. Łzy spłynęły mi po policzkach, jej śliczne carne oczy były zamknięte , wyglądała tak strasznie. Włosy już zaczęły jej wypadać, a miała je zajebiste zawsze jej ich zazdrościłam. Nagle jej powieki się uniosły, a jej wzrok został skierowany na mnie.
- Mam zwidy czy ty tu jesteś ? - zapytała, osłabionym głosem.
- Jestem tu.. - powiedziałam wycierając swoją łzę, ona się podniosła i mnie do siebie przytuliła a ja odwzajemniłam jej uścisk. Gdy skończyły się przytulać, dziewczyna spojrzała raz na mnie a raz na Justina.
- Wiedziałam że będziecie razem. - powiedziała z bananem na twarzy, ale zaraz jej znikł widząc nasze miny. - Aa, czyli jeszcze nie.
- To ja pójdę po kawę czy po coś a wy sobie pogadajcie. - odezwał wycofując się z sali, ale zapomniał że są drzwi i nie wpadł, na co my wybuchłyśmy śmiechem. - Wy miłe jesteście. - oburzył się podnosząc się i wyszedł z sali.
- Pasujecie do siebie. - powiedziała moja przyjaciółka.
- Serio ? .. - zapytałam.
- No tak, on na Ciebie patrzy jakbyś była jedyną dziewczyną na tej ziemi.
- Zdaje Ci się.
- Nie. Oboje coś do siebie czujecie, zawsze coś czuliście. - stwierdziła.
- Boje się że będę jego kolejną zabawką. - powiedziałam cicho.
- Kochasz go ? - zapytała patrząc na mnie uważnie.
- Tak kocham go jak nikogo innego.. - wyznałam, a jej mina była bezcenna, odwróciłam się i zobaczyła Justina.
- Ee zapomniałem portfela, bo masz go w torebce. - powiedział ucieszony, zszokowany. cdn..

* * *

Dziewczyny, nawet wam trudno uzbierać te 10 komentarzy ? I w połowie to od anonimów..

9 komentarzy = NN.
Tagi: 17
17.02.2012 o godz. 19:15
" Włóż sobie w dupę te przeprosiny. "


- A właśnie to zrobiłeś, więc od następnego roku szkolnego nie będziesz chodził do tej szkoły... .
Jego słowa mnie zaskoczyły, nie wiedziałem co powiedzieć. Spojrzałem kątem oka na Mike'go i również był zszokowany słowami dyrektora.
- Ale nie może pan ! - powiedziałem. - Przecież gram w koszykówkę mówił pan że jestem najlepszy !
- Znajdzie się ktoś inny na twoje miejsce, teraz wyjdź muszę pogadać z Mike'm. - rozkazał, a ja podniosłem się bez słowa i wyszedłem z gabinetu trzaskając drzwiami. Czy znacie te uczucie gdy wszystko z dnia na dzień się jebie ? Wszyscy się zostawiają, bo popełniasz błędy ale najgorzej jest wtedy gdy zostawia cię osoba którą kochasz całym sercem. Wyszedłem z szkoły, nie muszę się starać o oceny bo po co ? Nie będę się starał, skoro mnie wypieprzają. Już sobie wyobrażam matkę gdy się dowiedziała a na pewno się dowiedziała. Wszedłem do domu w którym była już moja matka. Wchodziłem po schodach gdy dorwała mnie matka.
- Justinie Drew Bieberze ! - wydarła się na mnie.
- Co ? - zapytałem udając że nie wiem o co chodzi.
- Co ty znowu zrobiłeś ?! - krzyknęła.
- To on zaczął. - wzruszyłem ramionami broniąc się.
- Mało ważne kto zaczął, ale to nie jego wywalą z szkoły tylko Ciebie ! - znowu krzyknęła.
- Pogadamy gdy się uspokoisz. Bo na razie się to się drzesz. - krzyknąłem i poszedłem do swojego pokoju. Rzuciłem tornister w kąt i wyszedłem na balkon, gdzie jest widok na całą Atlantę. Oparłem się o balustradę, wyciągając papierosa z paczki. Odpaliłem go za pomocą zapalniczki, wkładając go między wargi. Zacząłem się zaciągać tym zapachem i aromatem. Paliłem tylko gdy jest mi źle..
Oczami Maddie .
Od czasu tej bujki, Justina nie wiedziałam w szkole. Mike też mnie unikał jak ognia, a w prawdzie mówiąc nawet nie chcę go oglądać. Weszłam do domu w którym nie było rodziców jak zwykle zresztą, zawsze ich nie ma gdy ich naprawdę potrzebuję. Ciągle jeżdżą na jakieś delegacje, masakra jakaś. W salonie zobaczyłam siedzącego Mike'go gdy mnie zobaczył od razu się poderwał na równe nogi.
- Maddie ja cię przepraszam. - zaczął.
- Włóż sobie w dupę te przeprosiny. - przerwałam mu.
- Wkurwiłem się na niego, bo ją wyzywa.
- Ale ona go nie musi zaczepiać. - powiedziałam siadając na fotelu.
- Ona mówi że to on zawsze zaczyna.
- Słuchaj się Natalie a daleko zajdziesz. - położyłam nogi na stół, patrząc na mojego brata, widać było że jest zmieszany.
- Dlaczego wy jej tak nie lubicie ?
- Upokarzała mnie mnie przez dwa lata, i nagle jej nie zacznę lubić. Teraz sobie znalazła nową ofiarę Justina, ale oboje wiemy że on się nie da.
- Może coś w tym jest. - odparł wyłączając tv które za głośno grało.
- Mike zrozum że ona nie jest dla Ciebie. - powiedziałam podnosząc się z fotelu, weszłam po kręconych schodach do swojego pokoju. Rzuciłam się na swoje łóżko, i nagle zaczął wybirować mi telefon "Justin" - pomyślałam ale nie myliłam się okazało się że to Liam. Boże tyle czasu z nim nie gadałam.
- O cześć Liam. - przywitałam się z nim.
- Cześć, jesteś w Atlnacie ? - zapytał się.
- Tak a coś się stało ?
- Nie, tylko akurat tutaj jestem i pomyślałem że się spotkamy.
- Pewnie za 20 minut w parku ?
- Spoko. - rozłączył się. Cieszyłam się że wreszcie w nim porozmawiam bo rozmowy przez skejpa nie dużo dają. Podniosłam się z łóżka i wyszłam do garderoby w której się przebrałam i poprawiłam makijaż. Zeszłam na dół, i zobaczyłam mojego barta oglądającego mecz koszykówki.
- Wychodzę. - powiadomiłam go.
- Gdzie ? - zapytał.
- Z przyjacielem. - coś gadał, ale ja już wyszłam. Kierowałam się w stronę miejscowego parku, pamiętam jak chodziłam tam z Claudią. No właśnie dawno z sobą nie gadałyśmy trzeba to zmienić. Po chwili doszłam do parku, a w nim zobaczyłam znajomą mi sylwetkę. Chłopak stał do mnie tyłem, podeszłam do niego.
- Liam ! - wydarłam mu się do ucha, a on podskoczył jak oparzony. Patrzył się na mnie morderczym wzrokiem ale zaraz potem przytulił mnie do siebie.
- Nie wiedziałem cię miesiąc, a ty tak wypiękniłaś. - stwierdził patrząc na mnie.
- Tobie mogłabym zarzucić to samo. - zaśmieliśmy się, oboje.
Oprowadziłam go po całej Atlancie, opowiedziałam mu wszystko co się działo u mnie a on opowiedział mi co się działo u niego. Okazało się że jest tutaj na tydzień, po grają tutaj koncert.
Weszłam do domu w którym panował półmrok pewnie Mike gdzieś poszedł. Weszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko, wybrałam numer do Claudii, gdyż nie rozmawiałam z nią jakieś trzy dni. Po kilku sygnałach odebrała tylko że nie ona tylko jej mama.
- Maddie, Claudia ona.. ona.. - jąkała się.
cdn.

* * *

Tak wiem rozdział do dupy -.- . Nawet trudno było uzbierać 11 komentarzy. Obniżam wam, limit gdyż mam mnóstwo pomysłów hehe :D
8 komentarzy = NN.
Tagi: 16
16.02.2012 o godz. 01:36
" Mnie lać se możesz ile chcesz nawet do utraty przytomności ale jej masz nie ruszać, bo inaczej tak dostaniesz że mnie popamiętasz do końca życia. "


Maddie ja.. może na początku było tak ale dobrze wiesz co do Ciebie czuję. - tłumaczył się. Z otwartej dłoni szczeliłam mu w policzek i wybiegłam z szkoły..
Oczami Justina.
Nie mogłem uwierzyć, że to powiedziała.
- Ty suko. - te słowa skierowałem do Natalie.
- Kultury nie nauczyli ? - zapytała zadowolona, gdy była chłopakiem przysięgam że bym jej przypierdolił.
- Nauczyli, ale teraz jesteś dla mnie zwykłą szmatą bez uczuć. - warknąłem i wybiegłem z szkoły, w celu znalezienia Maddie. Wsiadłem do samochodu, i jeździłem powoli po Atlancie i się rozglądałem ale nigdzie nie mogłem jej zobaczyć. Przybity, zaparkowałem samochód na parkingu który znajdował się obok parku. Wysiadłem z samochodu, i wszedłem do parku. Szedłem przez park, wiedząc jakim jestem sukinsynem, zraniłem ją po raz kolejny, choć obiecywałem sobie że więcej jej nie skrzywdzę i nie zranię widać że jestem marny w obietnicach. Wiem że mnie teraz nienawidzi ale mam cichą nadzieją że mi wybaczy. Przechodziłem obok stawu i zobaczyłem dziewczynę, po chwili zorientowałem się że to Maddie, bez słowa podszedłem i usiadłem obok niej.
- Martwiłem się. - powiedziałem cicho.
- Niepotrzebnie. Myślałam że się naprawdę zmieniłeś, ale zapomniałam że tobie nie można ufać że jesteś Justinem Bieberem bez uczuć, zawsze taki będziesz. - wytarła palcem swoje łzy.
- Nie mów tak. Wiem że zjebałem sprawę, ale tak było na początku. W Los Angeles się tobą zauroczyłem, potem postanowiłem cię przeprosić by mieć lepsze oceny ale po jakimś czasie zacząłem się w tobie zakochiwać. Maddie jestem pewny tego że cię kocham, nie chcę cię stracić przez własną głupotę. - mój głos drżał, czuję się jak ostatni palant.
- Ale widzisz, jednak straciłeś. - powiedziała cicho.
- Wybacz mi.. - poprosiłem, a do oczu napłynęły mi łzy.
- Za dużo razy Ci wybaczałam, za dużo razy ponownie ci zaufałam. Wyobraź sobie że osoba którą uważałeś za najlepszą przyjaciółkę wykorzystuje cię. - po jej policzku spłynęła łza.
- Daj mi to naprawić proszę.. - błagałem. Spojrzałem w jej zaszkolne oczy, które były przepełnione smutkiem i bólem.
- Nie Justin ! Zrozum że to koniec naszej przyjaźni.. - powiedziała łamiącym się głosem i odeszła. Schowałem twarz w dłonie i poczułem jak łza spłynęła mi po policzku. Straciłem osobę która była dla mnie wszystkim i nadal jest.
Następny dzień.
Obudziłem się o siódmej.
Noc minęła dobrze, o ile patrzenie się w sufit i wspominając wszystkie wspólne chwile można nazwać spaniem.
Zsunąłem się z łóżka i poszedłem do łazienki. Wziąłem prysznic i się Tekst do podlinkowania...ubrałem. Patrząc w lustro, umyłem twarz i zęby , poczochrałem włosy. W drodze chwyciłem tornister i wyszedłem z domu. Jak się czuje ? Czuję się fatalnie, jeszcze się nigdy tak nie czułem jak dziś. Do szkoły doszedłem w dziesięć minut jakoś nie chciało mi się w niej siedzieć. Gdy byłem obok swojej szafki, usłyszałem śmiechy Natalie i Andrey.
- I jak Bieber, jak się czujesz ? - zapytała kpiąco.
- Kurwa, szmato. Weź ze mnie zejdź. Dla twojej wiadomości przez Ciebie i twoje ego straciłem najważniejszą osobę w moim życiu, mam ochotę Ci przypierdolić w ten krzywy ryj ale ja dziewczyn nie biję. Przejrzyj wreszcie na oczy i spójrz ile ludzi ranisz tym swoim zachowaniem, nie wiem jak mogłem kiedyś się z tobą przyjaźnić jak ty jesteś fałszywa , zarozumiała. Brzydzę się tobą, dziewczyno. - wyrzuciłem to co o niej myślałem. Ona nic nie powiedziała, tylko uciekła z szklankami w oczach, wszyscy w koło stali z otwartymi buziami. No tak chodziły, ploty że się w niej zakochałem oni są popieprzeni. Nagle poczułem jak ktoś mnie popycha, odwróciłem się i zobaczyłem Mike'go. No tak zjechałem jego "miłość życia" jak ja tak mogłem.
- Masz ją przeprosić. - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Chyba cię coś jebie, nie będę jej przepraszał przez twoją miłość straciłem najważniejszą osobę w moim życiu. - warknąłem, patrzyliśmy sobie w oczy z nienawiścią.
- Przeproś ale twoja twarz nie będzie taka śliczna. - wysyczał, on nie jest sobą.
- No dawaj uderz mnie. - powiedziałem, on bez słowa walnął mi z pięści w nos. Nie będę mu oddawał, bo mam swój honor.
- Mike ! - krzyknęła Maddie. - Popierdoliło cię ?!
- Zamknij japę szmato ! - krzyknął podchodząc do niej, wiedziałem że on jest teraz zdolny do wszystkiego. Gdy się zamachiwał żeby ją uderzyć ja natychmiastowo podbiegłem do niej i popchałem na szafki przez co się przewrócił. Podszedłem do niego i podniosłem go jedną ręką. Przycisnąłem go do szafek szkolnych trzymając za koszulkę.
- Mnie lać se możesz ile chcesz nawet do utraty przytomności ale jej masz nie ruszać, bo inaczej tak dostaniesz że mnie popamiętasz do końca życia. - zagroziłem.
- Bieber i Reason ! - krzyknął męski głos za nami. Puściłem chłopaka, i się odwróciłem. Zobaczyłam dyrektora. "no to mam przesrane". - pomyślałem. - Zapraszam do gabinetu. Bez słowa udałem się do gabinetu który znałem bardzo dobrze. Jeszcze trzy miesiące temu byłem tu codziennie, mieli mnie już wywalać ale się ogarnąłem. Usiadłem na jednym z krzeseł które stało przed biurkiem, obok mnie usiadł on, osoba która była najbliższa mi w życiu, teraz ? Teraz to się nim brzydzę, ta szmata go zmieniła nie do poznania. Wszystkich tracę.. po woli mam tego dość.
- Więc co się stało że się biliście ? - zapytał.
- Mamy powody. - powiedziałem.
- Bieber. - krzyknął.
- Chciał uderzyć swoją siostrę. - powiedziałem prawdę.
- Wyzywał Natalie. - odezwał się Mike.
- Justin, mieliśmy umowę pamiętasz ją ? - zapytał łysiejący facet po 40 -stce.
- Tak. Że jeśli coś zrobię wywala mnie pan z szkoły.
- A właśnie to zrobiłeś, więc od następnego roku szkolnego nie będziesz chodził do tej szkoły... cdn.

* * *

Mam nadzieję że się spodobał :D.
Ej dziewczyny zakochałam się w tym filmiku. W prawdzie mówiąc jest stary ale za to jaki słodki <3. KLIK.
11 komentarzy = NN.
Tagi: 15
12.02.2012 o godz. 19:19
" Jednym słowem wykorzystał cię. "


- Maddie ja się wyprowadzam.. - powiedziała a jej łzy spłynęły po policzkach.
Poczułam jak łzy napływają mi do oczu.
- Powiedz że to żart.. - wyszeptałam patrząc w oczy Claudii.
- Przepraszam.. - wyszeptała spuszczając głowę.
- Ale dlaczego ?
- Ojca przenoszą do pracy w Chicago. - powiedziała bez entuzjazmu. - Przepraszam, mam nadzieję że będziemy utrzymywać kontakt. - dodała.
- Pewnie że będziemy. - przytuliłam się do niej a ona mnie. Czułam jak łzy spływają mi po policzkach. - A kiedy wyjeżdżasz ?
- Jutro.
- Wyjebane idziemy z tej szkoły musimy spędzić razem czas. - pociągnęłam ją w stronę wyjścia. I nagle podszedł Justin.
- E dziewczyny a wy gdzie ? - zapytał zdezorientowany.
- Idziemy stąd. - oświeciłam go.
- No ale czemu ?
- Potem Ci wszystko wyjaśnię. Trzymaj się. - powiedziałam i wyszłyśmy z szkoły. Chodziłyśmy po Atlancie cały dzień. Wspominałyśmy , wygłupiałyśmy się , rozmawiałyśmy. I nadszedł czas, rozłąki.
- Będę tęsknić, obiecaj że będziemy pisać , dzwonić , gadać przez skejpa obiecujesz ? - zapytałam czując jak łzy lecą mi po polikach.
- Obiecuję jesteś jest siostra której nigdy nie chcę stracić. - przytulałyśmy się do siebie i płakałyśmy przy tym jak głupie. Po chwili doszłam do swojego domu cała zapłakana, w wewnątrz zobaczyłam Mike'go.
- Co się stało ? - od razu do mnie podbiegł i patrzył się na mnie troskliwie.
- Claudia się jutro wyprowadza. - powiedziałam cicho czując jak łzy spływają mi ponownie po policzkach. On bez słowa mnie przytulił do siebie. Wiedział że tego teraz potrzebuję nie słów , tylko przytulenia. Bez słowa udałam się do swojego pokoju rzuciłam się w stronę łóżka i nawet nie wiem kiedy ale zasnęłam.
Obudził mnie mój budzik. Nie chciało mi się iść do szkoły, zawsze chodziłam tam dla Claudii a od dzisiaj jej tam nie zobaczyłam. Jest jeszcze Justin.. ale on to co innego. Zsunęłam się z łóżka i ruszyłam w stronę łazienki. Oparłam się o umywalkę i spojrzałam w lustro. Rozmazany makijaż , wory pod oczami i nie ma tej cholernej chęci do życia. Wzięłam 15 - minutowy prysznic po czym ubrałam się do szkoły. Zrobiłam lekki makijaż i popryskałam perfumami. Wyszłam z łazienki i gdy schodziłam po schodach, usłyszałam rozmowę pomiędzy Justinem a Mike'm. Przecież oni są skłóceni..
- Ona nie może się dowiedzieć. - warknął mój brat.
- Ale czemu ? Niech wie jaka jest prawda. - syknął Bieber.
- Niech wie o czym ? - zapytałam i dopiero teraz zobaczyłam Justina w całej klasie muszę przyznać że pociągająco wyglądał.
- Ee.. że.. że mieliśmy zadanie z matmy. - odparł zmieszany Bieber drapiąc się po szyi.
- Weźcie mi nie wkręcajcie kitów tylko gadajcie co zrobiliście. - zażądałam schodząc po schodach.
- Ja nie mogę nic mówić. - stwierdził Justin.
- A ty nie musisz wszystkiego wiedzieć. - syknął mój brat i wybiegł z domu.
- O co wam chodzi ? - zapytałam splatając dłonie na piersiach patrząc badawczo na chłopaka.
- Nie mogę powiedzieć. Przykro mi..
- Przykro ? - prychnęłam.
- Maddie. - zaczął. - Jak będzie chciał to sam Ci powie.
- Super najpierw Claudia teraz wy. - powiedziałam smutnym głosem i gdy chciałam wyjść Bieber złapał mnie za dłoń.
- Co z Claudią ? - zapytał patrząc mi w oczy ja mu również patrzyłam. Na moment utonęłam w jego czekoladowych oczach ale zaraz się ocknęłam.
- Wyprowadziła się. - powiedziałam krótko spuszczając wzrok.
- Przykro mi. Wyobrażam sobie jak się czujesz...
- Nie nikt nie wie jak się teraz czuję. - puściłam jego dłoń i wyszłam z domu. Włożyłam słuchawki do uszu. Wsłuchiwałam się w słowa piosenki by nie myśleć choć przez chwilę by nie wspominać. Tak bardzo mi jej brakuje.. a nie ma jej jeden dzień. Trochę mi głupio jak potraktowałam Justina..
Dwa tygodnie później.
Hm co się wydarzyło przez te dwa tygodnie ? Nic takiego po za tym że zaczynam coś czuć do Justina. Nadal się nie dowiedziałam o czym gadali wtedy w salonie próbowałam coś od nich wyciągnąć ale nic więc dałam sobie spokój.
Moje rozmyślenie przerwał głoś belferki.
- Maddie co mamy zrobić ? - zapytała.
- Ee.. nie wiem. - powiedziałam.
- Co się z tobą dzieje ? Przecież zawsze uważałaś na lekcjach i się skupiałaś ! - powiedziała rozczarowana. - Musicie w parach dokonać doświadczenia. Ty jesteś z Justinem.
Więc doświadczenie nam sprawnie poszło, znaczy wprawdzie mówiąc to mi bo Justin tylko stał i się gapił jakbym czarowała.
- Najlepiej wykonali doświadczenie Maddie i Justin. Dostajecie piątki. - powiedziała uśmiechając i akurat w tym momencie zadzwonił dzwonek. Wyszłam z klasy i zaczęłam się kierować ku mojej szafce, gdy przy niej byłam schowałam niepotrzebne książki a wyciągnęłam potrzebne.
- Nieźle nam poszło. - usłyszałam znajomy głos.
- Nam ? Chyba raczej mi. - poprawiłam chłopka.
- Oj co za różnica. Ja pomagałam. - pokazał rząd zębów a natomiast się zaśmiałam. Patrzyliśmy sobie w oczy.
- Jakie to słodkie. - usłyszeliśmy za sobą głos Natalie. - Że aż ohydne.- dodała.
- To się nie patrz. - powiedział sarkastycznie Justin.
- Mogę patrzeć gdzie chcę to szkoła. - zauważyła blonydnka. Ja wolałam się nie wtącać. - Może powiesz Maddie, dlaczego się z nią zaprzyjaźniłeś.
- Zna prawdę. - powiedział choć widziałam że się zdenerwował na te słowa.
- Ale czy całą ? Justin się z tobą dlatego zaprzyjaźnił żeby mieć lepsze oceny, chciał zdać w tym roku na lepszych ocenach a nie ledwo tak jak w tamtym. Jednym słowem wykorzystał cię. - powiedziała pewnie.
- Japa suko. - powiedział przez zaciśnięte zęby.
- To prawda ? - zapytałam z łzami w oczach.
- Maddie ja.. może na początku było tak ale dobrze wiesz co do Ciebie czuję. - tłumaczył się. Z otwartej dłoni szczeliłam mu w policzek i wybiegłam z szkoły.. cdn.

* * *

Rozdział ? Moim zdaniem nudny , beznadziejny -.- . Długo nie dodawałam bo nie miałam pomysłu ale dzisiaj mnie olśniło heh :D.
10 komentarzy = NN.
Tagi: 14
10.02.2012 o godz. 21:51
" Ziom, nie poznaję Cię. Co ona z tobą zrobiła. "


Wysiedliśmy z auta i udaliśmy w stronę drzwi, i gdy byliśmy w domu zobaczyliśmy Mike'go który był naj3bany i kto wie może naćpany..
Szybko do nie podbiegłam.
- Mike co ci odpierdoliło ?! - krzyknęłam patrząc na niego z złością w oczach.
- Ona.. mnie zdradzała.. ty - wskazał palcem na Justina. - o tym wiedziałeś i mi o tym nie powiedziałeś.. nienawidzę cię wypierdalaj z mojego domu ! - krzyczał.
- Uspokój się. - krzyknęłam do niego próbując go podnieść, ale jest za ciężki i na niego upadłam. Spojrzałam na Biebera i zobaczyłam że się śmieje. - Może byś pomógł ? - powiedziałam a on podszedł i najpierw pomógł mi wstać a potem podniósł Mike'go i zaczął go prowadzić po schodach.
- Zostaw mnie jesteś fałszywy spierdalaj. - zaczął się wyrywać, ale Justin dzielnie szedł po schodach a ja za nimi żeby dojść do swojego pokoju. Weszłam do swojego pokoju i rzuciłam się się na łóżko. Po chwili wszedł Justin, i położył się koło mnie.
- Czuję się winny. - stwierdził patrząc w sufit.
- Czemu ? Przecież to nie twoja wina że zerwali i że z Natalie taka zdzira.
- Ale mogłem mu powiedzieć.
- Mogłeś, ale chciałeś żeby był szczęśliwy. Wiedziałeś że Mike jest czy był w niej zakochany odkąd pamiętam, nawet jeśli byś mu powiedział ty by Ci nie uwierzył więc nie to nie jest twoja wina do jutra wytrzeźwieje i sobie wszystko wytłumaczycie. - powiedziałam to co myślałam o tej sprawie, Bieber się podniósł i się do mnie uśmiechnął. Pocałował delikatnie w policzek.
- Dziękuję.
- Nie masz za co, od tego są przyjaciele. - posłałam mu uśmiech.
- Dobra ja będę leciał przyjadę jutro po Ciebie o siódmej czterdzieści pa. - przytulił mnie i wyszedł z pokoju.
Następny dzień + Oczami Justina.
Muszę jej pokazać, że się zmieniłem i że chcę dla niej jak najlepiej. Pokochałem ją jak nikogo innego, zmieniła mnie w innego człowieka choć nie jesteśmy razem. Muszę pogadać dzisiaj z Mike'm i mu wszystko wytłumaczyć.
Zsunąłem się z łóżka i poszedłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic a po moim ciele spływały ciepłe krople wody i od razu mnie przebudziły. Po prysznicu się ubrałem [bez okluarów]. Spakowałem jakieś nie potrzebne książki, pośpiesznie zjadłem śniadanie a przy okazji odrabiałem zadanie domowe z matematyki. Wsiadłem do swojego range rovera i ruszyłem w stronę domu moich przyjaciół. Gdy byłem pod nim zaparkowałem pod podjazdem i wysiadłem z niego. Skierowałem się w stronę drzwi i zadzowniłem dzwonkiem, otworzyła mi ona. Ja pierdole jaka ona jest śliczna, i co ja sobie wyobrażam że ona się zakocha w takim gnojku jak ja, ale choć mam cichą nadzieję że się we mnie zakocha i będziemy mieli dwójkę dzieci , psa i mieszkać na farmie i karmić świnie czy tam konie. Ale fajnie by było mieć takiego konia, jeździłbym na nim i w ogóle ale gorzej by było z sprzątaniem podobno robią śmierdzące gówna. Dobra o czym ja myślę o koniach ? Bieber, jest z tobą coraz gorzej.
- Justin ! - krzyknęła zdenerwowana Maddie.
- Co ? - zapytał patrząc na nią.
- Wchodzisz ?
- Tak jasne. - wszedłem do wnętrza ich domu które znałem w sumie dobrze. - Mike wstał ?
- Nie. Pewnie nie pójdzie dziś do szkoły. - stwierdziła ubierając balerinki czy co to są tam za buty. W tym momencie z schodów zszedł Mike, ale gdy mnie zobaczył to się zatrzymał i patrzył się znienawidzonym wzrokiem.
- Co on tu robi ? - zapytał się wściekłym tonem patrząc raz na mnie raz na dziewczynę.
- Przyjechał po mnie. - odpowiedziała brunetka poprawiając się w lustrze.
- To mógłby poczekać na zewnątrz fałszywi ludzie nie są tu mile widziani.
- Daj mi się wytłumaczyć. - poprosiłem.
- Nie ma z czego. Wiedziałeś że ona mnie zdradza i nic mi nie powiedziałeś, co z Ciebie za przyjaciel. - prychnął.
- Kurwa wiesz nawet jakbym chciał Ci coś powiedzieć to byś nie uwierzył bo byłeś tak ślepy w nią zapatrzony ! Człowieku co ty w niej wiedziałeś ? Bo ma fajne cycki czy dupę ? Może ładna jest ale wiesz liczy się też charakter który u niej jest pusty. - wyrzuciłem to z siebie, co miałem powiedzieć Mike'owi od trzech miesięcy. On zbiegł po schodach i mnie popchał.
- Szmato nie mów tak o niej jasne ? Nie znasz jej takiej jaka naprawdę jest więc się nie odzywaj a teraz wypierdalaj z mojego domu. - wycedził przez zaciśnięte zęby popychając mnie w stronę drzwi.
- Ziom, nie poznaję Cię. Co ona z tobą zrobiła. - stwierdziłem nie mogąc uwierzyć co teraz mój przyjaciel a raczej dawny przyjaciel do mnie mówi. - Maddie, jedziesz ze mną ?
- Tak zaraz przyjdę. - powiedziała, a ja bez słowa wyszedłem z ich domu.
Oczami Maddie.
Było mi szkoda Justina. Nie mogłam uwierzyć co ona zrobiła z moim bratem to nie jest człowiek sprzed trzech miesięcy.
- Ogarnij się. Nie poznaję Cię. - powiedziałam nie mogąc uwierzyć co przed chwilą zobaczyłam i usłyszałam.
- Dobra mam w dupie to co myślisz, teraz idź do niego. - warknął.
- I pójdę bo mam Ciebie dość. - wyszłam z domu i zobaczyłam Justina opierającego się o swojego range rovera. Przytulił mnie do siebie gdy już byłam przy nim, ja się w niego wtuliłam. Gdy się od siebie oderwaliśmy wsiedliśmy do samochodu.
- Co mu odbiło ? - zapytałam próbując się otrząsnąć.
- Nie wiem, ale wiem że straciłem przyjaciela. - powiedział smutnym i zawiedzionym tonem odpalając samochód.
- Nie mów tak on nie jest świadomy co mówi. - próbowałam obronić mojego brata choć wiedziałam że nie ma obrony na jego dzisiejsze zachowanie.
- Mad, nie oszukujmy się ta szmata go zmieniła nie poznaję go. Nawet gdy przeginałem pałę to się na mnie nie rzucał a teraz się na mnie rzucił za prawdę, nienawidzę tej suki zabrała mi przyjaciela. - mówił coraz bardziej wkurzony. Licznik wskazywał już 140km/h. Złapałam się mocniej siedzenia, a gdy Bieber zobaczył że się boję zwolnił do 90km/h. - Przepraszam.
- Nie spoko, i nie martw się ja jej nienawidziłam zawsze. - zaśmieliśmy się i wysiedliśmy z jego samochodu. Przed szkołą znajdowała się już Natalie z Andreą, UGH jak ja miałam ochotę szczelić w jej wytapetowaną mordę ale cóż mam swoją godność i się nie poniżę do takiego czynu. Oczywiście gdy obok nich przechodziłam musiały rzucić jakiś głupi komentarz. Spojrzałam na Justina i już mu się otwierały usta ale chwyciłam go za dłoń i ścisnęłam dając mu do zrozumienia że to bez sensu. On się tylko uśmiechnął i mocniej ścisnął moją dłoń. Gdy weszłam do szkoły zobaczyłam z dala smutną Claudię, puściłam dłoń chłopaka i podbiegłam do przyjaciółki którą od razu przytuliłam do siebie a ona się we mnie wtuliła. Pociągnęłam ją w stronę kibla.
- Clauds, co się dzieje ? - zapytałam się gdy byłyśmy w kiblu i się upewniłam że nikogo nie ma.
- Maddie ja się wyprowadzam.. - powiedziała a jej łzy spłynęły po policzkach.

* * *

W sumie to nie umiem, wyrazić opinii na ten rozdział z jednej strony jest dobry a z drugiej denny. Pisałam go sobie przy piosenkach które leciały na vivie teraz lecą małe rzeczy :D.
9 komentarzy = NN
Tagi: 13
06.02.2012 o godz. 16:52